"Podwójny Uśmiech"
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Bliźniaczki niemowlaczki

Byłam pewna, że donoszę ciążę

Rozmowa z Basią, mamą Oli i Zuzi

Basia przez całą ciążę czuła się dobrze, dzieci rozwijały się równo i prawidłowo, poza Prenatalem nie przyjmowała prawie żadnych leków, nie leżała na oddziale patologii ciąży, czasem tylko dolegała jej kolka nerkowa i trochę puchła... O wcześniakach wiedziała niewiele. Któż mógł się bowiem spodziewać, że poród rozpocznie się tak nagle?

Basiu, jesteś mamą wcześniaczków. W którym tygodniu urodziły się dziewczynki?

Ola i Zuzia urodziły się pierwszego dnia 32 t.c., czyli po pełnych 31 tc.

Czy przed porodem widziałaś oddział z inkubatorami i wcześniakami?

Tylko w telewizji. Byłam tak pewna, że donoszę ciążę i maluszkom żadna aparatura nie będzie potrzebna, że pomysł zwiedzenia oddziału dla wcześniaków nawet nie zaświtał mi w głowie.

W jaki sposób rozpoczął się poród?

Około 6 rano odeszły mi wody płodowe, pojechaliśmy do szpitala. Po wstępnych badaniach zostałam przewieziona na porodówkę, ale przez pierwszych kilka godzin podawano mi fenoterol w kroplówce, aby powstrzymać poród. Dopiero, gdy okazało się, że akcja porodowa posuwa się, dostałam oksytocynę. Przez cały czas trwania porodu byłam podłączona do KTG, w celu monitorowania tętna dzieci. Każdy ruch, nawet przekręcenie na bok powodowało gubienie brzdąców. Z powodu wieku ciąży nie wskazanie było chodzenie, gdyż mogłoby to zagrozić dzieciom i spowodować u nich większe komplikacje.

Czy ktoś cię poinformował, z czym wiąże się przedwczesny poród, jakie mogą być jego konsekwencje dla dzieci?

Od lekarzy i położnych w szpitalu niewiele można się było na ten temat dowiedzieć. Szpital, w którym rodziłam ma bardzo dobrze przygotowany oddział dla wcześniaków i mam wrażenie, wszyscy traktują to jako normę, więc nikt sobie nie zaprząta tym głowy. Powiem szczerze, że byłam nawet zaskoczona, że tak wczesna ciąża ma zostać rozwiązana w sposób naturalny. Wydawało mi się, może gdzieś o tym przeczytałam, nie wiem, że ze względu na dobro dzieci lepiej jest zrobić cesarkę, żeby nie narażać maluszków. Ale widocznie tak nie jest. Za to nie pozwolono mi się ruszać przez cały czas trwania porodu, właśnie ze względu na fakt, że dzieci mogłyby doznać dodatkowych urazów. Poza tym, że dzieci będą małe i konieczne będzie umieszczenie ich w inkubatorach, dochodzi jeszcze wiele innych rzeczy, np. niedotlenienie, konieczność różnych zabiegów, badań, prześwietleń.

Rodziłaś więc naturalnie?

Po urodzeniu naturalnie pierwszego dziecka, położne zaczęły przesuwać drugiego malucha w stronę kanału rodnego. Położna, która prowadziła poród przebiła pęcherz płodowy i wówczas okazało się, że na zewnątrz wypadła pępowina - maluszek mógł się udusić. Została podjęta natychmiastowa decyzja o przewiezieniu mnie na salę operacyjną w celu wykonania cesarki.

Czy po porodzie widziałaś swoje dzieci?

Olę tak. Dowiedziałam się, że to dziewczynka, nawet mi jej nie pokazali bliżej, tylko kazali przygotować się do drugiego porodu. Potem wszystko potoczyło się tak szybko... Po wybudzeniu z narkozy i 16 godzinach porodu byłam tak zmęczona i osłabiona, że nawet gdybym mogła, to i tak bym do nich nie poszła. Dowiedziałam się tylko, że drugi dzidziuś to także dziewczynka i że obie znajdują się pod opieką personelu na oddziale noworodkowym. Zobaczyłam je dopiero następnego dnia - moje małe córeczki leżały w inkubatorach.

Jaki był stan dziewczynek?

Obie urodziły się w dość dobrym stanie. Oleńka (pierwszy bliźniak) dostała najpierw 7, a potem 9 pkt. Zuzia z racji na podduszenia, w pierwszej minucie dostała 5 pkt, a potem 8. Dziewczynki od samego początku potrafiły same oddychać, pamiętam, że Oleńka nawet wrzeszczała tuż po urodzeniu. Wagowo też było dobrze, Ola 1780 g, Zuzia 1750 g. Podobno jak na bliźnięta na tym etapie ciąży były duże.

Czy ktoś z Tobą porozmawiał o stanie dzieci? Wyjaśnił, co im dolega i jakie są możliwe zagrożenia?

Lekarkę, która miała dyżur tej nocy spotkałam, gdy przewożono mnie z sali operacyjnej na OIOM. Powiedziała, że życiu dzieci nic nie zagraża. Następnego dnia podczas pobytu na oddziale maluchów zapytałam właśnie ją o dziewczynki, ale odesłała mnie do lekarza prowadzącego. Pan doktor zdał krótką relację co i jak. I to właściwie było wszystko.
Nie wiedziałam o co mam pytać, a nikt sam z siebie nie chciał nic mówić Nawet o informację o wadze dziewczynek trzeba było się specjalnie upominać u położnych.
Nawet informacje o wykonywanych badaniach czy podawanych lekach zwykle trafiały do mnie przypadkiem. Teraz wiem, że należało pójść do lekarza prowadzącego i po prostu o to wypytać. Wtedy tego nie wiedziałam, a nikt sam z siebie nie informował o tym.

Pamiętam, że jak Jędruś i Kamiś leżeli na oddziale noworodkowym, wołano mnie tam na karmienia i do ew. pielęgnacji, pokoik był jednak mały i nie mogłam siedzieć tam bezustannie. A jak było w Twoim przypadku? Czy mogłaś przebywać na oddziale noworodkowym?

Podczas pobytu w szpitalu mogłam tam chodzić o każdej porze dnia i nocy, co skwapliwie wykorzystywałam. Siostry prosiły o opuszczenie sali tylko na czas wykonywania zabiegów i to też nie zawsze. Po opuszczeniu szpitala mogłam być z maluchami codziennie między 10 a 20.

3 dnia od mojego porodu ordynator powiedział mi na obchodzie, że mogę iść już do domu. Spojrzałam na niego, jak na szaleńca - kto bowiem miałby się zająć moimi dziećmi? My jednak wyszliśmy po 6 dniach od porodu, nikt mnie więc nie wyrzucał siłą. Czy Ty mogłaś zostać w szpitalu razem z dziećmi?

Niestety, szpital, w którym rodziłam nie przewidywał takiej możliwości. Ja zostałam wypisana do domu po 5 dobach. Maluchy zaś spędziły w szpitalu miesiąc. Do uzyskania wagi 1700 g, (ok. 10dni) przebywały w cieplarkach, potem zostały przeniesione do podgrzewanych łóżeczek, a gdy okazało się, że radzą sobie z utrzymaniem temperatury, wkłady ogrzewające były usuwane. Po uzyskaniu wagi ok. 2 kg zostały wypisane do domu.

Gdy zobaczyłam moich chłopców po raz pierwszy, wydawało mi się, że ich ubranie czy przewinięcie jest niemożliwe, bez połamania tych kruchych rączynek i nóżek. A przecież ważyli dużo więcej niż Twoje dziewczynki! Czy podczas pobytu na oddziale mogłaś sama wykonywać różne czynności pielęgnacyjne przy dziecku, karmić je? Nie bałaś się tego?

Gdy zobaczyłam okruszki w inkubatorach, bałam się ich nawet dotknąć, już nie mówiąc o tym, żeby je np. podnieść. Pierwsza zmiana pieluchy, jeszcze w inkubatorze, była dla mnie dużym przeżyciem. Po włożeniu ręki pod plecy dziecka poczułam skórę i kości - dość przerażające uczucie. Potem jedna z pielęgniarek powiedziała mi, że tak naprawdę wcale nie jest łatwo zrobić takiemu maluszkowi krzywdę. Przy obsłudze wcześniaka trzeba być przede wszystkim pewnym tego co się robi, obawa, lęk mogą dodatkowo skomplikować sytuację.
Pielęgniarki pokazały mi, jak zmieniać pieluszki maluszkom w inkubatorach. Sama ich nie przebierałam, gdy przychodziłam rano na oddział maluszki były już przebrane w czyste rzeczy. Gdy były w inkubatorach, dostawały mlekoprzez sondy, mogłam więc tylko stać i pilnować, żeby ich sobie nie wyrywały (odruch chwytny miały bardzo rozwinięty). Potem mogłam je karmić z butelki i próbować podawać pierś. Jeśli maluszek był przystawiany do piersi, wówczas ważono go przed i po karmieniu, aby zorientować się ile zjadł i czy trzeba dla niego przygotować butlę z mlekiem. Początkowo dziewczynki dostawały po 2 ml mleka, pod koniec pobytu w szpitalu ilość ta wzrosła do 40.
Trochę się obawiałam pierwszej kąpieli po powrocie do domu, ale wielokrotnie widziałam jak się to robi, więc po prostu naśladowałam.

Tyle się teraz mówi o zaletach karmienia naturalnego, o konieczności przystawienia dziecka do piersi tuż po porodzie. W przypadku wcześniaków nie jest to możliwe, ze względu na ich stan zdrowia. Moje dzieci od razu dostały mieszankę dla wcześniaków (Nenatal), chociaż zachęcano mnie też do karmienia - w książeczce dzieci miały jednak wpisane karmienie mieszane. Jak były karmione Twoje dzieci?

Początkowo podawano im mieszankę Bebilon Pepti. Potem udało mi się wywołać laktację i starałam się, aby dziewczynki codziennie miały moje świeże mleko.
Położne dość sceptycznie podchodziły do mojego pomysłu, że dzieci będą lepiej jadły z piersi niż z butelki. Niestety, nie miałam zbytniej możliwości, aby to wprowadzić w życie już w szpitalu. Dopiero w domu mogłam "rozwinąć skrzydła". Uparłam się, ze moje dzieci będą ssały cycusia. Gdzieś w mojej głowie było zakodowane, żeby w żadnym wypadku nie dopuścić do tego, aby maluchy się wychładzały, a 40 ml mleka w butelce stygnie bardzo szybko w temperaturze pokojowej i w zasadzie zimne trafia do małych brzuszków. Poza tym miałam dość ściągania pokarmu laktatorem, wygotowywania butelek. Podeszłam do tego bardzo spokojnie, ale stanowczo. A dziewczynkom widać bardzo przypasował ten sposób karmienia. Wiele słyszy się o tym, że cesarka utrudnia karmienie piersią, że należy dzieci jak najszybciej przystawić do piersi. Jestem najlepszym przykładem tego, że tak naprawdę liczy się chęć karmienia. Pokarm zaczęłam ściągać laktatorem następnego dnia po porodzie, ale maluszki przystawiłam do piersi po prawie miesiącu. Fenomen polega na tym, że karmi się głową. Lekarz prowadzący dziewczynki, powiedział, że laktacja wzmoże się po bezpośrednim kontakcie z dziećmi i faktycznie tak się stało. Myślę, że gdybym ściągała pokarm i karmiła je z butli, to dość szybko zakończyłybyśmy przygodę z piersią. A tak trwało to 16 miesięcy.

Czy w szpitalu położna laktacyjna uczyła Cię prawidłowo przystawiać maluszki?

W zasadzie nie. Położna laktacyjna przyszła do mnie następnego dnia po porodzie i powiedziała, że jeśli chcę karmić maluszki piersią, to powinnam od razu rozpocząć ściąganie pokarmu laktatorem. Tak też zrobiłam. To co się uzbierało, nosiłam dla maluszków. Gdy dziewczynki były na tyle silne, żeby próbować ssać pierś, nie pytałam nikogo o radę, sama starałam się sobie poradzić i nikt jakoś nie wyrywał się z pomocą i radami.

Jak często karmiłaś maluszki piersią?

W szpitalu karmienie było co trzy godziny, z tym że dzieci nie zawsze miały ochotę na jedzenie o danej porze i często po pierwszych kilku łykach zasypiały. Trzeb je było budzić i próbować nakarmić. W domu maluchy dostawały pierś na żądanie, więc robiły się głodne mniej więcej 3 godziny od zakończenia poprzedniego karmienia. Każde karmienie trwało ok. 40 min./dziecko, czyli razem ok. 1,5 godziny. Budziłam sama dziewczynki na karmienie jeśli zrobiły sobie przerwę ponad 4 godzinną (szczególnie przestrzegałam tego przez kilka pierwszych tygodni).

Czy karmiłaś dzieci jednocześnie?

Ponieważ wcześniaki maja zwykle problemy z koordynacją ssania, łykania i oddychania, często zdarza się, że zapominają o oddychaniu i przyduszają się, zachłystują. Trzeba więc mieć obie ręce wolne, aby spokojnie oderwać maluszka od piersi, podnieść do góry, ew. pomóc odkrztusić. Karmienie jednoczesne, przynajmniej na początku, w ogólne nie wchodziło w rachubę. Potem, gdy były silniejsze, to już tak.

Czy poinformowano Cię, że wcześniaki mogą mieć bezdechy, problemy z koordynacją połykania pokarmu i oddychania? Że może u nich wystąpić refluks żołądkowo-przełykowy, ulewania? Czy ktoś pokazał Ci jak się w takiej sytuacji zachować?

Wiele informacji na temat wcześniaków zdobyłam sama w domu z różnego rodzaju czasopism (niestety, niewiele jest na ten temat napisane). Na oddziale nikt nie robił typowego szkolenie, ale można się było wiele nasłuchać - na sali oprócz moich córek było jeszcze 6 innych maluchów, z różnymi problemami zdrowotnymi.
O tym, że dziecko trzeba najzwyczajniej w świecie przekręcić głową w dół, twarzą do podłogi i klepać po plecach w razie zachłyśnięcia i przyduszenia, dowiedziałam się całkiem przypadkiem, gdy jednej z moich córeczek stało się coś takiego. Dziecko lekko zsiniało na twarzy, a trójkącik między noskiem a ustami zrobił się biały. Pielęgniarka, która miała wówczas dyżur zareagowała natychmiast. Sama nie wiedziałabym, co mam zrobić w tej sytuacji.
U wcześniaków często zdarza się refluks . Jedzenie cofa się maluszkom z żołądka to przełyku, czasem nawet aż do noska. Ponieważ tam zasycha, może powodować furczenie w nosie, symulujące katar (tak było w naszym przypadku, w związku z czym poprosiłam o wizytę domową doktora, który prowadził dziewczynki w szpitalu i on mi wszystko wyjaśnił, przy okazji skontrolował stan dzieci). Często także im się ulewa. Lekarz zalecił układanie maluszków pod kątem ok. 45 stop. - ja włożyłam poduszki pod materace, a na wysokości pup przeciągnęłam pieluchę, żeby dziewczyny nie zsuwały się na dół.

Czy dzieci były pod jakąś szczególną opieką?

Wszystkie wcześniaki są pod opieką poradni neatologicznej przy szpitalu, w którym się urodziły. Dodatkowo są kierowane do różnych specjalistów na badania kontrolne - ortopeda, kardiolog, okulista, neurolog, audiolog, a w razie potrzeby także innych.
Ola i Zuzia były pod opieką przyszpitalnej poradni neatologicznej przez dwa lata. Początkowo wizyty były dość częste, poza wywiadem i ogólną kontrolą robione były dodatkowo badania krwi (ze względu na anemię wcześniaków). Tam dostawałam instrukcje, jakie preparaty witaminowe należy dzieciom podawać. Podczas 3 ostatnich wizyt (rok, 1,5 roku i 2 lata dzieci) dodatkowo było spotkanie z psychologiem, który oceniał rozwój psychofizyczny dzieci.
Większość wizyt u specjalistów umówiona była przez szpital, w którym rodziłam. Sama musiałam zapisać się tylko do neurologa. Następne wizyty były wyznaczane podczas badania. W miejsca, do których były potrzebne skierowania, wystawiał je pediatra w przychodni, do której byliśmy zapisani.

Nasza lekarka neurolog w 2 miesiącu życia zleciła chłopcom rehabilitację ze względu na asymetrię oraz napięcie mięśniowe. Na zajęcia jeździliśmy dwa razy w tygodniu przez pół roku. Czy Twoje maluchy też były rehabilitowane?

Na typowe rehabilitacje z dziewczynkami nie chodziłam.
Jeszcze jak były w szpitalu rehabilitantka demonstrowała, jak należy je ubierać, podnosić, układać, aby wspomagać ich prawidłowy rozwój. Nie były to jednak zajęcia obowiązkowe dla rodziców, po prostu pani pewnego dnia przyszła, powiedziała, pokazała i koniec. O szczegółowe instrukcje trzeba się było samemu starać.
Po wizycie u pani neurolog byłam tak załamana, że wśród znajomych wyszukałam fizykoterapeutę, z którym skonsultowałam stan dzieci. Okazało się, że nie jest tak źle, jak oceniła to lekarka. Fizykoterapeuta zalecił odpowiednie zabiegi pielęgnacyjne i ćwiczenia przez zabawę. Byłam u niego, gdy dzieci miały 1,5 miesiąca. Kolejny raz spotkaliśmy się, gdy dziewczynki miały ponad pół roku. Okazało się, że rewelacyjnie nadrobiły zaległości ruchowe w stosunku do dzieci urodzonych o czasie. Potrafiły już wtedy przekręcać się z brzucha na plecy i z pleców na brzuch, pełzały, posadzone potrafiły przez chwilę siedzieć podpierając się rączkami.

Czy po przybyciu maleństw do domu pozwalałaś na odwiedziny gości? Ja strasznie się tego obawiałam, że ktoś mógłby coś przywlec, nakichać na chłopców, zarazić ich... Przez cały miesiąc nasz dom przypominał twierdzę...

Starałam się ograniczyć wizyty do koniecznego minimum, tzn. dziadkowie i tyle. Dopiero po 2 - 3 tyg. rozszerzyliśmy trochę harmonogram wizyt, ale bardzo rozsądnie, bo ja byłam bardzo zmęczona i osłabiona.

A kiedy wyszłyście na pierwszy spacer?

Podczas tej kontrolnej wizyty pan doktor powiedział, że jeśli na dworze nie jest wietrznie i bardzo zimno, to nie trzeba się powstrzymywać od spacerów. Moje dzieci do domu trafiły w na koniec września. Odczekałam jeszcze 2 lub 3 tyg. i wówczas zaczęłam je wietrzyć. Najpierw było werandowanie, potem krótkie spacery, a zimą wędrowałyśmy po 2 godziny przy prawie każdej pogodzie. Dopiero jak temp. spadała poniżej -5 stop. to zostawałyśmy w domu.

Andrzejek i Kamilek mierzyli po urodzeniu 47 cm. Nie spodziewałam się tego - najmniejsze ubranka miałam w rozmiarze 56, wszystkie rękawy mieli pozawijane po kilka razy i wyglądali w tym okropnie... Dlatego dokupiliśmy im kilka par body w rozmiarze 50. A jak było u Was? Kupowałaś ubranka w rozmiarze mniejszym niż 56?

Nie, w najbliższej okolicy nie miałam nigdzie takiego sklepu. Nie miałam wówczas dostępu do Internetu, żeby czegoś poszukać i ew. zamówić, bo niestety pojechać nie miałam czasu. Druga rzecz, że wyprawkę przygotowałam już wcześniej, nie biorąc po uwagę tego, że moje dzieci urodzą się aż tak małe - Ola miała 45, a Zuzia 44 cm. Większość ubranek była od rozm. 56, po porodzie dokupiłam jeszcze trochę, wybierając w sklepie takie, które były naprawdę małe. Okazuje się, że rozmiar rozmiarowi nie równy.

A można w ogóle kupić ubranka dla wcześniaków?

Podobno są sklepy, w których można kupić ubranka od rozm. 50 - C&A, Mothercare, ale ja osobiście takich nie szukałam. W szkole rodzenia, do której uczęszczałam były rożne ulotki reklamowe i zdaje się jedna z nich dotyczyła właśnie takiego sklepu, chyba gdzieś w Piastowie. Dla mnie to trochę daleko, więc nie przywiązywałam do tego większej wagi.

A pieluszki? Jak się patrzy na zdjęcia dzieciaczków w inkubatorze, to widac tylko główkę i pampersa... Kupowałaś pieluszki w rozmiarze dla dzieci poniżej 2 kg?

Kupowaliśmy pieluchy dla noworodków w rozmiarze od 2 - 5 kg . Mniejszych nie szukaliśmy. Podobno w sieci sklepów Smyk można kupić pieluchy dla jeszcze mniejszych brzdąców.

Co doradzałabyś innym mamom wcześniaków?

Poród przedwczesny był dla mnie ogromnym szokiem. Jak już wcześniej mówiłam, w ogóle nie brałam pod uwagę czegoś takiego. Gdy zobaczyłam moje maleństwa, kruszynki takie, w inkubatorach podłączone do różnych pikający urządzeń, z wenflonami, sondami w noskach, potem doszły jeszcze do tego przepaski na oczy w czasie naświetlania przy żółtaczce, to byłam po prostu przerażona i załamana. Było mi ich tak bardzo żal, że urodziły się za wcześnie i bardzo bałam się o to, co będzie dalej. Zuzia przechodziła chorobę krwotoczną i lekarka, która mnie o tym poinformowała, postawiła sprawę w dość pesymistyczny sposób. Być może nie chciała mi dawać złudnych nadziei, bo w końcu to były wczesne wcześniaki. Taka załamana chodziłam po korytarzu, pogoda była brzydka, zachmurzone niebo, takie stalowo-sine. Stałam przy oknie, płakałam i modliłam się, żeby z moimi maleństwami było wszystko dobrze. I nagle, na tle tego ponurego nieba pojawiła się tęcza - jakby znak z Nieba, że wszystko będzie dobrze.
To jest właśnie to, co można radzić mamom wcześniaków - wiara w to, że będzie dobrze. Myślę, że optymizm matki przenosi się na maleństwa, one wyczuwają przecież nasze stany psychiczne. Tym optymizmem należy zarazić oczywiście najbliższą rodzinę, bo niewiedza będzie powodowała u nich lęki o dzieci.
Ważna jest także wiedza na temat rozwoju wcześniaków, prawidłowej opieki nad nimi, bo wtedy łatwiej wyłapać pewne nieprawidłowości. Prawda jest taka, że jeśli coś znamy, to się tego mniej obawiamy, więc należy podpytywać lekarzy i położne w szpitalu, rozmawiać z innymi rodzicami wcześniaków, starać się znaleźć coś w literaturze czy Internecie. To chyba wszystko.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Copyright © 2003-2019 blizniaki.net.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia właściciela strony.
Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody właściciela strony.