Z bliźniakami na wędrówkę
Kiedyś, dawno dawno temu, znalazłam w niemieckiej książce taki tytuł rozdziału "Mit Zwillingen mobil bleiben". Oznacza on mniej więcej tyle, że także z bliźniętami można być w ruchu, można wybrać się na wędrówkę. Długo nie mogłam w to uwierzyć. Nasz wózek Peg Perego sprawdzał się doskonale w mieście (dopóki dzieci były mniejsze), natomiast na działce - czyli wśród łąk, pól, lasów - uniemożliwiał wszelkie wypady. Siedziałam na tej działce bardzo nieszczęśliwa, bo nawet nie mogłam się wybrać na spacer... Mało tego, twierdziłam, że tam nie ma dokąd pójść! Do ubiegłego weekendu.
Tym razem zabraliśmy na nasz weekendowy wyjazd nowy wózek, z dużymi, pompowanymi kołami. Co za ulga. Nawet po tych nierównych, wysypanych tłuczonym kamieniem ścieżkach, po łąkach i wądołach, piaskach Mazowsza i bagiennych dróżkach wózek prowadzi się jednym palcem! Przemierzyła wczoraj wiele kilometrów, weszłam na wał przeciwpowodziowy, zjechałam po schodkach (ostrożnie, żeby nie zlecieć z całym ciężarem, ale bez większych problemów!), zwiedziłam pobliską plażę nad bajorkiem, w którym miejscowi kąpią dzieci, a po drugiej strony - krowy (?). Najważniejsze było dla mnie uczucie wolności. Po wielu miesiącach poczułam, że znowu mogę się wybrać na długi spacer, nie tylko po osiedlu, ale i po terenach działkowych! Co za szczęście, że takie wózki w ogóle istnieją! I że zdecydowałam się na niego, a nie na lekką spaceróweczkę o malutkich kółeczkach...?





