Stowarzyszenie
"Internetowy Klub Bliźniaka"
KRS 0000206719
1% dla bliźniąt
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


Dotpay

Miasto Dzieci

Bezpieczny internet

System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Mamine zapiski

Kryzys

Każdy to kiedyś przechodzi - może w pierwszym tygodniu, a może po dwóch miesiącach... U nas trwało to chyba ze 3-4 tygodnie. Wtedy dzieciaczki zaczęły wydawać przez sen odgłosy - takie pochrząkiwanie, chrumkanie, stękanie... obłęd. Mało nie oszalałam, a spaliśmy w jednym pokoju. Którejś nocy... myślałam, że ich wyrzucę przez okno! Z wizgiem. Zabrałam się do drugiego pokoju. Nie dam rady inaczej, nie dam rady!!!!!! W końcu obydwoje wylądowaliśmy w dużym pokoju, dzieci zostały w naszej sypialni. Przynajmniej było ciiiicho... A mąż dał się przekonać do... urządzenia pokoju dziecinnego w jego dziupli.
Wiecie, jak bardzo przyjemne jest urządzanie pokoju? Nawet jak stworki budzą sięco chwile i domagają karmienia. Sami wybraliśmy tapety (chwaląc się po raz pierwszy naszymi bliźniakami w hipermarkecie. Ach, tu będzie dygresja. Jaka ja byłam DUMNA! I bardzo niepocieszona, że ... nikt nie zwraca uwagi!!! Przez pierwsze 10 minut NIKT się nimi nie zachwycał!!! Mało nie zaczęłam płakać, ja taka mama-sowa jestem. Dopiero na stoisku z rzeczami dziecięcymi ludzie zwrócili na nas uwagę. I wtedy mogłam już odpowiadać na pytania, dumna jak PAW). Wytapetowaliśmy pokoik (narażając się teściom), ustawiliśmy mebelki, poszyłam pokrowce na fotele, zasłonki i abażur. Ale sliiiicznie!
I wreszcie spokój, nasza sypialnia tylko dla nas... co za ulga. A dzieci bardzo szybko zadomowiły się u siebie.

Gdy zostałam z nimi sama, na wiele dni - w teorii miało to być 8 miesięcy, na szczęście po 8 dniach był koniec... - byłam zmęczona, przygnębiona... Dzieci miały wtedy pól roku. Mimo że już spały po 6-7 godzin ciurkiem, znów zaczęły się budzić co 3 godziny na jedzenie, a od 5 rano nie spały wcale... Byłam nieprzytomna!!!! Oczywiście musiałam się nimi zajmować, bo przecież leżenie w łóżeczku jest nudnym zajęciem...
Miałam tego dość... Kocham moje dzieci, ale byłam zmęczona i nie mogłam na nie patrzeć!!! Zwłaszcza rano... Parę miesięcy później wróciłam z "urlopu" u mamy... "Moje dzieci były prawie kochane, tyle że postanowiły, iż one u babci spać nie będą... Budziły się w nocy co godzinę lub częściej z głośnym wyciem, kilka nocy nosiłam od 4 do 6 Kamila, bo inaczej wył... Od wczoraj wyje Jędrek... Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu. Dzisiaj usypiałam ich ponad godzinę, nigdy się tak nie zachowywali, nie wiem, co im się stało. Wypróbowałam przetrzymywanie (efekt: Jędrek się mało nie zaryczał na śmierć... Kamil mu wtórował), noszenie, tulenie,dokarmianie, przepajanie, zabawę na podłodze, śpiewanie... pomagało na 10 minut, potem znowu wycie... wreszcie usnęli w wózku, nie przypięłam ich, teraz boje się ich przenieść do łóżeczek, żeby się nie zaczęło od początku, ale muszę, bo inaczej mi wylecą z wózka! Wiem, że idą im górne zęby... I nowe miejsce... W ciągu dnia też nie było lepiej... Wszędzie kamyczki, trawki, pieski, które można pociągnąć za ogon... Dzieci nauczyły się pełzać w zawrotnym tempie, oczywiście w przeciwnych kierunkach! Bawienie się razem (któraś z Was mnie kiedyś pocieszała, że niedługo już tak będzie!) polega na wyrywaniu sobie grzechotek i ewentualniewaleniu się tymi grzechotkami po głowie... Albo szarpaniu za uszy i włoski... Ja cały dzień tylko za nimi biegałam!!! Albo ich usypiałam w wózku... Jędrek nauczył się stać, ale trzeba go podtrzymywać, o siedzeniu i leżeniu nie ma wiec mowy, on będzie STAĆ! i tak cały dzien..."

Czy oni muszą tak wcześnie wstawać?

Czwartek, 5 rano... nagle budzi mnie płacz... Kamil... znowu się obudził... czy on musi tak wcześnie wstawać? Nie może pospać chociaż do tej 6??? Dzień w dzień to samo... ja już nie mam siły, przecież od kilku dni siedzę i robię naszą stronę. Naszą?? To ICH strona! Nie mogą się ulitować nad matką? Kamil wyje coraz głośniej. Zaraz obudzi Jędrka... Idę po niego, biorę do kuchni. Boże, karmienie piersią było takie cudowne, dawałam cycka i spaliśmy dalej... Napijesz się herbatki, kochanie? No ewentualnie, w ostateczności. Smoczek jest be. Cycuś jest cacy. Ale cycusia nie ma, jest chory. BEEEEEEEEEEEEEEEEEE. Odkładam go, niech ryczy, mam dość. Matko, obudził Andrzejka, no tak, teraz ryczą już na dwa glosy. Nie wytrzymam. Trudno, popłaczą to przestaną. Kamilek rzeczywiście przestaje. Jędrek dostaje histerii. Sebastian!!! Zrób cos, błagam, zaraz umrę. Mężuś wstaje, ledwo ciepły, nieprzytomny... Daje smoczka, dziecko natychmiast zasypia. Błoga cisza...

Odstawiamy sie od cyca

To kolejny problem, na jaki ostatnio natrafiłam - koniec pokarmu, koniec karmienia, po 16 długich miesiącach przytulania i cycusiania - KONIEC. Wreszcie do tego dojrzałam... oj, nie było łatwo. Ale podjęłam decyzję. Niestety, moje dzieci, zwłaszcza Kamilek, okazały się być bardzo z cycusiem zwiazane. Wieczorem czy po południu nie ma jeszcze problemu, ale rano! O tej piątej rano, gdy on budzi się głodny, spragniony, zwłaszcza przytulania - nie ma innej metody. I co robię? Łamię się, oczywiście... Dzisiaj po prostu zapchałam go cyckiem, mówi się trudno, odstawimy się innym razem, dzisiaj chcę SPAĆ! Kamilek się przysysa, doi, doi - po chwili odpada jak mała pijawka. Z takim błoooogim uśmiechem na twarzy, pełnia szczęścia. Odkładam dziecko do łóżeczka, zasypiamy oboje...

Verde

Stowarzyszenie "Internetowy Klub Bliźniaka" jest Organizacją Pożytku Publicznego.
Przekaż 1% podatku na bliźnięta.

Copyright © 2003-2008 blizniaki.net