Mam samodzielne dzieci
Ostatni tydzień byłam chora, siedziałam w domu, zatem korzystałam z przywileju wysypiania się. Przynajmniej pozornego, o 6 rano bowiem musiałam brać antybiotyk (doprawdy nie rozumiem, kto wymyślił podział dawek na 3 - jedna z nich zawsze wypada albo w środku nocy, albo bladym świtem...).
Piątek, godzina 7.40. Andrzejek wchodzi cichutko do naszego pokoju.
Andrzejek: Mamo, czy możesz włączyć nam bajkę?Ja: Synku, ale najpierw trzeba zjeść płatki.
Andrzejek: Ale ja już zjadłem!
Wstaję więc, włączyć moim dzieciom bajeczkę. Chłopcy mają na nogach ciepłe skarpetki, siedzą na kanapie, są po śniadaniu! Jakże zmienili się w ciągu ostatnich dwóch lat! Pamiętacie ten poranek?
Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Chłopcy wstają rano, idą zrobić siusiu, jeśli jest sobota lub niedziela, albo inny dzień wolny, a oni mają dobry humor, zamykają drzwi od naszej sypialni i cicho (w miarę) bawią się w swoim pokoju. Najczęściej po jakimś czasie biorą sobie sami śniadanie - płatki kukurydziane z mlekiem. Potrafią nie tylko wyjąć miseczki ze zmywarki albo szafki (wołają mnie tylko, gdy misek nie ma, a zmywarka nie "prała" przez noc), nasypać sobie kulek, płatków i kwadracików, ale także wyjąć mleko z lodówki (lub przynieść ze spiżarki), nalać je do miski (nie wylewając wcale, w razie awarii zaś wycierając rozlane mleko!), ale także podgrzać mleko odpowiednio w kuchence mikrofalowej. Jestem z nich dumna za każdym razem, gdy dają mi trochę pospać. Oni wtedy też tryskają dumą - Mama, byliśmy cicho, byliśmy cicho? A możemy jakiegoś cukierka? (żeby było jasne - nic nie dzieje się bezinteresownie
)
Jedyne, czego nie opanowali, to włączanie mini-mini, niestety jest to kanał 40, ciężki do włączenia (Jedynkę i dwójkę włączają bez problemów) - chyba będę musiała napisać do Cyfry, aby zmienili kanał nadawania na 1cyfrowy.
Nie myślcie jednak, że zawsze jest tak różowo. Czasami chłopcy pobiją się rano. Jeden chce spać, drugi go budzi scenicznym szeptem "Andrzejek/Kamilek, śpiiiiiiiisz???", po czym odsłania mu okno/zapala światło prosto w oczy. Obaj chcą się bawić jedną zabawką. Wtedy niestety konieczna jest interwencja mamy.
Jeszcze gorsze poranki to takie, gdy my jesteśmy totalnie niedospani, nasi synkowie zaś tryskają energią niczym Etna lawą. Wtedy z ich pokoju dochodzą dyskusje, prowadzone nie dość, że na bardzo wysokich tonach, to jeszcze o głośności startującego samolotu. Czasem się zastanawiamy, czy nie mają problemów ze słuchem, wrzeszczą bowiem do siebie, siedząc tuż obok. Wtedy nie pomagają upomnienia, prośby, groźby... Nakręcają się wzajemnie i to w niesamowitym tempie. Na szczęście włączenie bajki najczęściej ich wycisza - chyba że są w nastroju bojowym, wtedy potrafią się pobić o poduszkę, miejsce na kanapie, spychanie z kanapy, Mama, a on mi tu wkłada nogi! Mama, a on mnie spycha! Mama, a Andrzej... Mama, a Kamil..., Mama, Mama!!! - swoją drogą, czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dzieci prawie NIGDY nie wołają Tata, tata?.





