Pani jest nienormalna
Takie słowa usłyszałam w niedzielę w tramwaju. Wracałam z chłopakami od dziadków, jechaliśmy już 20 minut (po 20 minutach w metrze i 45 minutach drogi do dziadków), a jak wiedzą Warszawiacy - krzesełka w tramwaju sa pojedyncze, dzieci się razem nie mieszczą. Jak siedzą za sobą, to ten z tyłu się stresuje, że wysiądziemy bez niego... Siadam więc tak, że obaj są u mnie na kolanach, jeden na jednym, drugi na drugim. Ważą po 15,5 kg, więc miałam trochę dość
Tramwaj pusty, za mną wolne miejsce. Jakiś dziadek siedział po drugiej stronie i nagle rzucił się na to miejsce za mną akurat, jak sadzałam tam Jędrka. Odsunął go i siadł... Ja na to, że właśnie chciałam posadzić tu dziecko.
Dziadek - Niech go pani weĽmie na kolana!
Ja - ale na kolanach mam już jedno. Jestem z dwójką dzieci.
Dziadek - Proszę Pani! O czym my tu mówimy! Jak będzie pani w moim wieku...
Ja - Proszę pana, przecież miał Pan miejsce siedzące, tramwaj jest prawie pusty.
Dziadek - to niech pani tam posadzi dzieciaka! (po drugiej stronie tramwaju)
Ja - on jest na to za maly, żeby siedzieć tak daleko ode mnie. (zabrałam w tym czasie Jędrka z powrotem na swoje kolana )
Dziadek - Pani jest nienormalna!
Ja - Nie, tylko zmęczona matka dwójki małych dzieci. (z rezygnacją)
Po czym Dziadek wstał, przesiadł się na inne zupelnie miejsce, a na następnym przystanku wysiadł. Mnie zamurowało. Dziadek nie miał 90 lat, nie był o kulach, pół tramwaju puste, młodzież rozwalona, dlaczego akurat ja, z dwójką dzieci mam mu ustępować miejsca, zwłaszcza, że siedział przecież?? I dlaczego mam znosić jeszcze obelgi?
I pisz tu, babo, poradniki
Właśnie kończę pisać poradnik dla rodziców bliĽniąt. Długi, ciekawy, mam nadzieję, z nowymi tematami. Zajmuję się w nim także indywidualnym podejściem do bliĽniąt...
W niedzielę Kamilek dostał od babci kotka, drugiego już, no ale wiadomo, ze Kamilek ma lekkiego bzika na tle kotków (przynajmniej tak myśli babcia ). Andrzejek dostał foczkę "ale po co mi ta foćka?"
Andrzejek do mnie: "mama, wieś, ale ja teĽ chciałem kotka. Więc mama musiś iśc i mi kupić".
Dziecko chore, z gorączką, więc pobiegłam do sklepu (z ropiejącym okiem, prosze to docenić) i kupiłam KOTKA. Piękny, puchaty, ach. No ale przecież nie moge przyjśc do domu z prezentem dla jednego dziecka, nie przesadzajmy z tym indywidualnym podejściem. Wzięłam więc mały motorek dla Kamilka, przypuszczając niestety, że może się to Ľle skończyć...
W domu oczywiście okazało się, że... "mama, ja nie chciałem kotka, ja chciałem MOTOL!" "On mi NIGDY nie da motolu!" i rzewny płacz i zdzieranie chrypiącego gardziołka... kłócili się cały wieczór. Do dzisiaj sytuacja się unormowała - Andrzejek pożycza Kamilkowi kotka, sam bawi się motorkiem.... niby śpi z tym kotkiem (na imię ma... "BLACISZEK, mama"), ale mam niejasne wrażenie, że... kotek nalezy nie do tego bliĽniaka
I jak ja mam pisać mądre poradniki, jak sama ponoszę tylko porażki?




