Świat według bąbli, Odcinek 98
luty 2006 - zima w Wiśle
Dzielni narciarze - czyli z drogi śledzie, bo Jędruś i Kamilek jedzie!
Wczoraj wróciliśmy z ferii zimowych - odpoczywaliśmy w Wiśle, śmieszne, że miasto nazywa się tak samo jak WIsła rzeka w Warszawie. Oni też mają Wisłę rzekę, ale taką malutką!!! I mieszka tam Adaś Małysz, ale niestety nie udało nam się go spotkać, bo akurat wyjechał... a szkoda.
Wisła powitała nas pięknym słońcem i bardzo wysoką temperaturą, wszędzie było pełno wody, ale ile tam było śniegu!!! W ogóle nie było widać płotów, tak były zaśnieżone! A pod naszym oknem stał maluch, wiecie, taki samochód, z którego było widać tylko DACH, bo cała reszta tonęła w śniegu! Obiecywany plac zabaw był zupełnie niewidoczny, a nie, przepraszam, było widać górną rurkę od huśtawek...
Wcale nas to jednak nie załamało i od razu poszliśmy z rodzicami na stok. Stok to jest taka góra, gdzie jest duży wyciąg i mały wyciąg i jeżdżą narciarze. Ja też chciałem od razu jechać na dużą górę, ale mama się nie zgodziła... pożyczyła nam tylko narty, a potem uczyliśmy się jeździć z panią Ewą. Niestety, nie na dużej górce, a na małej... Czasami nam się nie udawało, wtedy jednak upadaliśmy na pupcię albo kolanka. To wcale nie boli, takie upadanie, Andrzejkowi nawet bardziej się podobało niż jeżdżenie!
Następnego dnia niestety padał deszcz. Pojechaliśmy więc do kulek! Ależ tam było fajnie - skakaliśmy w piłkach, jeździliśmy na zjeżdżalniach, pani opiekunka pomalowała nam buzie i pozwoliła pożyczyć kapelusze do zdjęć. Bardzo nam się tam podobało. Jeżdżenie na nartach jest jednak fajniejsze, we wtorek więc, nie zważając na mżący deszczyk - ruszyliśmy ponownie na stok i uczyliśmy się jeździć pod okiem pana Dominika, naszego instruktora. Byłem tak świetny w tych nartach, że po dwóch dniach pan Dominik zabrał mnie na dużą górę! Widać stamtąd było cały świat i nawet Pana Boga...
To jednak nie był koniec atrakcji - jeździliśmy też wytrwale na jabłuszkach i saneczkach, a w niedzielę rodzice zabrali nas do cioci Moniki i Michałka, Martynki i Magdusi. Było super! Co prawda wcale ich nie pamiętaliśmy, ale wcale nie przeszkadzało nam to w doskonałej zabawie. W ogóle nie chcieliśmy wracać! Ciocia zrobiła też pyszny obiad, tak dobry, że nawet Andrzejek prosił o dokładkę!
br>
Kamilek uczy się wjeżdżać na wyciągu
|
br>
Oraz zjeżdża profesjonalnie z górki
|
Andrzejek początkowo jeszcze się chciał czegoś uczyć... |
Później tylko patrzył na instruktora - naprawdę muszę skręcać?? |
Więcej zdjęć znajdziecie tutaj





br>
Kamilek uczy się wjeżdżać na wyciągu
br>
Oraz zjeżdża profesjonalnie z górki
