Świat według bąbli, Odcinek 95
Wakacje
Najpierw byliśmy nad morzem. W tym samym miejscu, co rok temu, więc nie będziemy Was za bardzo zamęczać opisami. Pogoda dopisywała, mieliśmy też ze sobą duże rowery mamy i taty i jeździliśmy na wycieczki. Ale większość czasu spędzaliśmy na plaży na kopaniu w piasku i noszeniu wody oraz zmuszaniu mamy albo taty do kopania duuużych dołów. Bardzo lubimy takie doly, bo można do nich wrzucać kamienie i piasek i je zasypywać. Można też przez taki dół skakać, dzięki czemu ulega on samoczynnemu zasypaniu.
Pewnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę pociągiem - taką starą ciuchcią. A innego dnia - na spotkanie z bliźniętami, Natalką i Zuzia oraz Olafem i Oskarem. A na ulicy spotkaliśmy jeszcze inną parę bliźniaczek! Bardzo było śmiesznie i wspaniale się razem bawiliśmy.
Bardzo fajna była też wycieczka do dinozaurów. Dinozaurów co prawda nie było, tylko jakieś stare kamienie i chyba kości dinozaurów, ale i tak nam się podobało. Aby obejrzeć te wszystkie kamienie, trzeba wejść po drabinie na wysoką wieżę. A w wieży mieszka RYCERZ! Trochę smutny chyba był, ale nawet zgodził się, aby mama mu zrobiła zdjęcie. Najgorsze to było schodzenie po tej drabinie z wieży... mama trochę się bała...
Każdego wieczoru szliśmy na spacer - ponieważ mieliśmy dużo własnych pieniążków, mogliśmy jeździć samochodami, karuzelą, albo kupować lody. I to my decydowaliśmy, na jakie samochody chcemy iść! Nauczyliśmy się też rozmieniać pieniążki.
Potem pojechaliśmy do Kassel. To takie miasto, w którym kiedyś mieszkała nasza mamusia. Mieszka tam teraz wujek Flycek. Trochę co prawda chorowaliśmy i padał deszcz, ale coś tam pozwiedzaliśmy, poznaliśmy też Lizzi. I byliśmy na wysokiej górze, gdzie stoi pomnik z gołą pupą!!!
Najgorsze było to, że jakaś pani w nas wjechała i nam rozwaliła samochód. Na szczęście mogliśmy wrócić nim do domu - bo w domu jednak czujemy się najlepiej!
To wcale nie koniec wakacji. Po krótkim pobycie w przedszkolu mama zawiozła nas do babci Ewy. Autobusem! Zabraliśmy ze sobą nasze nowe foteliki i zabawki. Taty nie było, bo poleciał samolotem do babci Hani po nowy samochód. Ciekawe tylko, jak on zabrał ten samochód potem samolotem...
U babci Ewy było pełno atrakcji. Po pierwsze - prawie codziennie chodziliśmy na grzyby. Grzybki rosną za szklarnią. Jednego dnia pojechaliśmy też na prawdziwe grzyby! Do lasu! I Kamilek znalazł pierwszego grzyba! Niestety, więcej grzybów nie było, Andrzejek musiał się zadowolić jagodami...
Babcia i dziadek kupili nam też nowe zabawki - trampolinę i drabinki. Pewnego dnia przyjechała do nas nasza kuzynka Ada i bawiliśmy się razem - skakaliśmy na trampolinie, wchodziliśmy na drabinki, a potem urządziliśmy dziadkom teatrzyk.
Najważniejsza była jednak wyprawa na ryby. Mogliśmy trzymać wędkę i wyciągać ryby ze stawu razem z babcią. A potem je policzyć! Wieczorem zaś babcia usmażyła rybki na kolację. Były PYSZNE!
A po kilku dniach przyjechał do nas tata naszym nowym wielkim samochodem!
Zdjęcia lipcowe obejrzycie sobie tutaj.
Zdjęcia sierpniowe są tutaj.





