Świat według bąbli, Odcinek 92
Andrzejkowo-Kamilkowe pogaduszki
Tytułem wstępu:
Od mniej więcej pół roku buzie naszych synków nie zamykają się nawet na moment. Ich coraz śmielsze i coraz bardziej zabawne, a także coraz bardziej rozbrajające (nas rodziców) wypowiedzi zapisujemy - a teraz postanowiłam je zebrać i udostępnić innym. Dla porównania ich niezwykłego rozwoju przedstawiam także wypowiedzi sprzed kilku miesięcy.
03.04.2004 r.
Wracam z pracy, dzieci siedzą w krzesełkach i kończą jeść kisiel. Kamilek się ociąga, jak to on (to taki mały chomiczek). Jędruś każe się wyjąć z krzesełka, wyciąga do mnie bosą nóżkę i mówi CIAPA.
Ja: Kto jest ciapa, synku? Kamilek?
Andrzejek: NIE! CIAPA TU.
Ja: Ale kto jest ciapa?
A: CIAPA NIE MA!
Miejsce akcji - duży pokój. Czas - pewnego popołudnia po powrocie z pracy. Tata przykłada na momencik głowę do poduszki i zasypia... Andrzejek wpada do kuchni, gdzie zmywam po obiedzie.
TATA AAA! TATA AAA! KOĆ KOĆ KOĆ - i pędzi do swojego pokoju. Wraca objuczony kocykiem dziecinnym, pędzi do dużego pokoju, stękając intensywnie... Wraca do mnie:
A: NOGA NIE MA.
Ja: a co zrobiłeś z nogą? schowałeś? (oczywiście patrzę w garnki, a nie na dziecko)
A: NIE!! TATA NOGA NIE MA.
Ja: schowałeś tacie nogę?
A: TAK!
Ja:przykryłeś tatę?
A: TAK! TATA AAA. CIIIICHO.
I prowadzi mnie do ich pokoju, gdzie mam siedzieć cicho i się nie odzywać...
07.06.2004 r.
Nowe słówka:
bilom - pomidor (nie wiem, skąd się to wzięło...)
kokelek - kartofelek
mięsio
lobak, komal, mysie (meszki)
Zdanka:
lisie dziewo baa! (liście spadają z drzewa)
Aja noś mysie leci (meszka wpadła Andrzejkowi do nosa...)
Komal Kaja noga am. Ciocia komal pupa ała! (bo ciocia zabiła robaka...)
Dzisiaj po obiedzie rozbolała mnie głowa, położyłam się, Andrzejek obok mnie, filozoficznie nastrojony.
A: "Mama gowa ała... mama kokelek duzio am!"
ja: zjadłam za dużo kartofli? I dlatego boli mnie głowa??
A: TAAAK
03.11.2004 r.
Rozmawiam dzisiaj z Kamilkiem na temat naszego nazwiska, niech dziecię wie, jak się nazywamy.
ja: Kamilku, jak mamy na nazwisko?
K: Tkaś.
ja: a ty jak masz na nazwisko?
K: Tkaś.
ja: a na imię jak masz?
K: Kamilek! Kamilek Tkaś!
ja: A tatuś?
K; Tkaś.
ja: A wiesz jak się tatuś nazywa na imię i nazwisko?
K: Kochanie Tkaś.
05.11.2004 r.
Wczoraj Andrzejek i Kamilek dostali lizaki. (argumentując to oczywiście odpowiednio "Adziejek był gziećny w piećkolu, tsieba kupić lizaka" ) Andrzejek swojego nie skończył, lizak rano leżał na talerzyku. Andrzejek wkracza do kuchni i sięga po lizaka.
A: "Adziejek zje liziaka."
ja: Andrzejku, najpierw trzeba wypić mleczko, a potem jeść lizaka.
A: "Adziejek teraz zje tlośkę liziaka, potem wypije mlećko. Cio to za pjoblem?"
11.01.2005 r.
Kamilek, cały nakrapiany ospą, przychodzi do mnie i się wtula...
- Uwielbiam mamusię, UWIELBIAM!
(Ja, niemal we łzach ze wzruszenia, łapię go w objęcia)
- Ja też cię uwielbiam, skarbie!
- Mogę telaz ciukielka?
Dzisiaj rano, jak co rano, chłopcy oglądali bajkę (akurat leciał pingwin Pik-Pok chyba). A jak zapewnie wiecie, mieszkamy jeszcze na placu budowy, no i czasem różne sytuacje się zdarzają (a to hałas wiertarki, a to brak wody itp.) - dzisiaj panowie robotnicy postanowili wyłączyć na chwilę prąd.
Kamil poderwał się z fotela, pobiegł do drzwi balkonowych, oparł się o szybę i na cały głos zawołał: HEJ, HEJ! PANOWIE JOBOTNICI. PJOSIE WŁĄCIĆ PJĄD, BO TU CHŁOPAKI BAJKĘ OGLĄDAJĄ! PJOSIE NIE PSIUĆ PJĄDU, BO NIE OBEJZIMY!





