Świat według bąbli, Odcinek 4 i 5
maj 2002 - tatusia nadal nie ma
A ja uważam, że kąpiel z mamusią jest czadowa!
Wiecie, dzisiaj doszedłem do wniosku, że kąpiel z mamusią jest jednak czadowa. Mamusia pozwala mi pluskać i pryskać na całą łazienkę! No, tak, żeby nie ochlapać Kamisia. Ale pozwala. I duuuużo jest przy tym śmiechu! Potem ubieranie, też się zaśmiewamy, bo mamusia łaskocze mnie po brzuchu! Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Kamilek znowu dzisiaj marudził, mnie się wybitnie podobało!!!! Po kąpieli mamusia położyła mnie obok siebie na kanapie, hihi, strasznie mnie to rozśmieszyło! Na dodatek mamusia śpiewała Kamilkowi, karmiąc go, a przy tym łaskotała mnie po brzuszku. Bardzo to było zabawne! nawet zapomniałem przy tym, że w zasadzie byłem baaardzo głodny!!! Mamusia na szczęście pamiętała i nakarmiła mnie porządnie! I jeszcze coś: chyba nie będziemy już jeść tego paskudztwa, jak to się nazywa... nutra-cośtam. Mamusia karmi nas wieczorem i w nocy tylko cycusiem, a to jest TAKIE PRZYJEMNE. To mleczko jest jednak najsmaczniejsze! Chociaż dzisiaj ta zupka czerwona, mamusia mówiła, że z buraczkiem, też była pyszna!
Chyba jestem zmęczony... Dobranoc, tatusiu.
Wyprawa dookoła świata
Dzisiaj mamusia zabrała nas na wyprawę dookoła świata. Albo co najmniej tak daleko!!!! Z samego rana zapakowała nas do wózka i zawiozła na jakiś przystanek. Ja dobrze nie wiem, więc niech Kamil opowie...
No właśnie, ty nie wiesz, Andrzejku, bo przespałeś prawie całą wyprawę!!! a było naprawdę super!!! Najpierw czekaliśmy na przystanku. Dłuuugo. Huczało. Jakaś strasznie głośna ta ulica, aż się bałem, że się obudzisz... potem wsiedliśmy do autobusu. Dobrze, że jest nas dwóch i mamy taki czadowy wózek, bo wszyscy w autobusie się nam przyglądali! Do mnie uśmiechała się jakaś baba, nie znam jej, nie wiem, co ode mnie chciała... a z mamusią gadało kilka pań... jedna powiedziała, że Pampersy nie są dobre. Nie wiem, dlaczego miały by nie być??? Jechaliśmy dłuuuugo. Potem mamusia znowu pchała wózek. I weszła z nami na pocztę! Jak ja nie lubię tego urzędu... od razu zacząłem płakać! Już zauważyłem, że wtedy dużo szybciej stamtąd wychodzimy. taki jestem sprytny!
Z poczty poszliśmy na spacerek. Ale nie do domu... mamusia wwiozła nas do jakiejś dziwnej skrzynki, która spadała w dół! Mamusia powiedziała, że to jest WINDA. A potem jeszcze jedna WINDA. I taki śmieszny autobus!!! To niby metro. Bardzo mi się to metro podobało, tak szyyyybko jedzie i piszczy przy tym. Też mi się chciało piszczeć!
Gdy wyjechaliśmy WINDĄ na górę, czekała na nas ciocia Kasia i Adusia. I jakieś inne ciocie z laseczkami też. Ale nie mogłem żadnej z nich poderwać, bo oczywiście wtedy właśnie obudził się Andrzej, śmiertelnie głodny i trzeba było iść do domu! W domu u cioci mama nas nakarmiła, a ciocia mnie ponosiła trochę. Fajna ta nasza ciocia. Takie ma świetne zabawki!!! Krówkę, która GRA! I kręci głową!!! My takiej nie mamy... ale mama obiecała, że mi też taką krówkę kupi. A potem się okazało, że to żadna wyprawa dookoła świata, tylko zwyczajna rehabilitacja... i znowu nas męczyła ta pani Iwonka... jak ja tego nie lubię!!! ale zacisnąłem zęby... eeee... dziąsła i byłem cicho. :-) Po tej całej rehabilitacji znowu poszliśmy na spacer. Ale jakieś takie muszki czy meszki tam latały, wcale mi się to nie podobało... i spać mi się chciało okropnie... i jeść też... dobrze, że mamusia nie zapomniała o tej pysznej zupce!!!
Andrzejek: spałem sobie smacznie na spacerku po męczących ćwiczeniach, gdy znowu mnie obudzono. I znowu byłem na rehabilitacji!!! To chyba pomyłka??? Ale się okazało, że to nie pani Iwonka, tylko jakaś inna pani. Mama do niej mówiła PANI DOKTOR. Śmieszna kobieta... gadała do mnie jakieś głupoty, aż mnie to rozbawiło, a jak się zacząłem śmiać, strasznie się z tego ucieszyła. Potem przewróciłem się na brzuszek, w końcu dawno tego nie robiłem! I to też ją bardzo ucieszyło! A już jak sięgnąłem po zabawkę, którą mi trzymała przed nosem, to po prostu dostała ataku radości. Jakbym wiedział, że tak ją to uszczęśliwi, sięgnąłbym wcześniej, ale mi się nie chciało, bo dość daleko było... I ta cała PANI DOKTOR powiedziała Mamusi, że jesteśmy idealni! Też mi odkrycie, jakby to nie było oczywiste! A z tego, co zrozumiałem, już nie będziemy jeździć na tę męczarnię!!! JUHU!!!
A potem znowu wracaliśmy metrem i autobusem, trzeba przyznać, że nasza mamusia jest bardzo dzielna, sama z nami... ale my też jesteśmy dzielni, bo wcale nie płakaliśmy! I uśmiechaliśmy się do wszystkich... Teraz idę spać, strasznie mnie to wszystko zmęczyło...





