"Podwójny Uśmiech"
Stowarzyszenie na rzecz bliźniąt.
KRS 0000206719
1% dla bliźniąt

Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


Dotpay

facebook

Miasto Dzieci

Bezpieczny internet

System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Świat według bąbli

Świat według bąbli, Odcinek 87, 88 i 89

Piećkole

Chyba pora się pochwalić, że właśnie zostaliśmy przedszkolakami! I to jakimi dzielnymi! Od jakiegoś czasu mama ciągle nam czytała książeczkę o Kamyczku w piećkolu - Kamyczek był trochę smutny, bo mama i tata robili mu papa i szli do pjacy. Ale za to... były tam fantastyczne samochody! My też koniecznie chcieliśmy iść bawić się takimi samochodami. Niestety, piećkole było zamknięte...
Pewnego dnia mama zaczęła nas przygotowywać do tego piećkola. Kupiła nowe ciapy, uszyła nam śliczne worki i... napisała na piziamkach A - Adziejek i Tkać! A na piziamce Kamilka - K Kamilek i Tkać! Piżamki też były nowe! Bardzo nam się to spodobało i już nie mogliśmy się doczekać, jak to będzie w tym piećkolu.
Niestety - Kamilek się pochorował... mama zapowiedziała, że nigdzie nie pójdziemy... Ale ja przecież byłem zdrowy! Dlatego też w dniu, kiedy mieliśmy jechać do piećkola, i to z tatą autem zilonym - ubrałem się szybciutko i czekałem, aż tam pójdziemy. Co prawda Kamilek został siam w domu - z mamusią tylko - i płakał, ale te auta, te auta... nie mogłem się doczekać... Okazało się, że auta siom! I duzio zabawków! Dostałem taką fajną szafkę z siamolotem, a obok jest szafka Kamilka z autem. Niebieśkim! W tej szafce leżą nasze ubranka, wiszą nasze woreczki z kapciami. Pani Golektol wzięła mnie na kolana i pozwoliła przeglądać papiery na stoliku. A jakie tam jest pyszne jedzonko! Kulki, a na obiadek ziupka, kokelek, mięsio i marfefka z gośkiem! Wszystko zjadłem. I to siam! A jak dawali lizaki, wziąłem jednego dla Kamilka, w końcu to mój brat bliźniak, do tego choli i taki biedny, siam w domu...
W domu opowiedziałem Kamilkowi, jak fajnie było w piećkolu. Ale Kamilek był choli... i nie mógł ze mną iść... następnego dnia też nie, chociaż koniecznie chciał przekonać mamusię, żeby mu jednak pozwoliła iść. Mama jednak była nieugięta. Ja wstałem już o 6 rano, od razu się ubrałem i szybko byłem gotowy do wyjścia, żeby tylko nikt nie zajął mi auta! A mamusia pojechała ze mną do piećkola autobusiem! To też było bardzo fajne. W piećkolu znowu świetnie się bawiłem - byliśmy na placu zabaw, robiłem baby i jeździłem autem. Niebieśkim.
W domu Kamilek na mnie nawet nie czekał - zasnął, nie wiem tylko, dlaczego siedział na fotelu, zamiast leżeć w łóżeczku? Może jednak czekał na mnie? A ja znowu miałem dla niego liziaka!
Po spaniu okazało się, że... HUUULAA!! Kamilek nie ma gorączki i jest zdlowi! I możemy iść razem do piećkola! Tylko mamusia się temu sprzeciwiała, ale my mamy na nią swoje sposoby. Kamilek bardzo płakał, że nie może iść od razu pojeździć autem ... niestety, piećkole było już zamknięte...
Za to dzisiaj rano - HUUULAA! - Kamilek wstał zdrowy! Ja byłem już gotowy, on się szybko ubierał, żeby tylko mama go nie zapomniała, bo wcale nie chciała go zabrać! Cały czas mu tłumaczyła, że jest chory i musi zostać w domu. Ale nie dał się nabrać i... pojechaliśmy razem. Autobusiem! W piećkolu pokazałem Kamilkowi nasze szafeczki, włożyliśmy ciapy - i już byliśmy gotowi do zabawy. Wszedłem do sali - i wsiadłem do auta. Niebieśkiego, bo przecież miałem niebieśką bluźkę, a to pasiuje. Niestety, w cielwonym już siedział Damianek i nie chciał do niego puścić Kamilka! Kamilek znalazł sobie jednak... bibija! I też był zadowolony.
Na obiad, chyba specjalnie dla Kamilka, były naleśniki! Bardzo dobre, zjedliśmy duuzio naleśników.
Fajnie jest w piećkolu. Tylko niektóre dzieci płaczą - ciekawe dlaczego? Może nie czytały o Kamyczku i nie wiedzą, że mama i tata przyjdą na pewno?? Jutro też pójdziemy do piećkola - wtedy im o tym powiemy!

Piećkole jest niedoble

Chyba jednak nie podoba mi się to piećkole... Kilka dni temu przyjechała Babcia Hania i Dziadek Henio. I Deksik. Przywieźli prezenty! A my - zamiast się bawić z nimi - musimy chodzić do piećkola! Wcale nam to nie odpowiada. Pierwszego dnia zacząłem więc głośno płakać (zwłaszcza, że Dziadek nie zrobił mi PA PA!) i powiedziałem, że mnie wsistko boli, główka, bziusiek i galgol. No i tatuś przyjechał i mnie zabrał. Nie byłem baldzo choli, miałem jednak nadzieję, że będę mógł zostać z dziadkiem dłużej...
Niestety, następnego dnia znowu mama zawiozła nas do piećkola... i znowu płakałem - ale tym razem się nie udało, mama była nieugięta i nas tam zostawiła! Tak po prostu! A ja ją wołałem i wołałem i krzyczałem... Później już mi się podobało i przestałem płakać... a następnego dnia umówiłem się z mamą, że da nam koladkę, jak będziemy dzielni. No więc byłem dzielny. Dopiero jak sobie poszła do pjacy, zacząłem trochę płakać... Na szczęście mamusia szybko nas zabrała - bo ciocia też jest choja, tak jak tatuś, i nie może po nas przychodzić...
Dzisiaj natomiast zupełnie nie miałem ochoty na piećkole! Chciałem zostać w domu z tatusiem!!! Płakałem całą drogę - do przystanku, na przystanku, nie chciałem wsiąść do autobusu, bardzo się opierałem, płakałem w autobusie, w drodze do piećkola, a tam urządziłem pokazowy akt rozpaczy. Ale nikt się nie wzruszył... Mama i tak zostawiła mnie z ciocią Moniką i nawet nie poszła się z nami pobawić do sali, mimo że nam to obiecała!!!
Po śniadanku bawiliśmy się w pociąg. I śpiewałem piosenkę "Jedzie pociąg daleka, a nikogo nie cieka, konkukorze łaskawy, zabieś nas do Wajsiawy" - ja bardzo ładnie to śpiewam! A jak się obudziliśmy, zobaczyliśmy... mamę na balkonie! I mama przyszła do sali! A potem pojechaliśmy do domu z tatusiem, bo tatuś już nie jest choli! Mama poszła z nami na lowelki, a potem bawiliśmy się w domu.
Muszę jeszcze przemyśleć ten pomysł z piećkolem... Czy w poniedziałek też mam płakać? Jak myślicie?
Andrzejek

Piećkole jest fajne!

Przemyślałem sprawę - piećkole jest jednak fajne! Bardzo lubię panią Monikę, panią Bożenkę, panią Ilenkę i inne dzieci. Często śpiewamy piosenki, o kotku Puszku z cialnom łapkom, o Jasiu i Malysi, co wendlujom wendlujom tup tup tup, o małych misiach. No i tańczymy! Co kilka dni przychodzi taka gruba pani, gra na pianinku i śpiewa, a my tańczymy. I to z dziewczynami... ostatnio tańczyłem z Oliwką, ona miała sukienkę!!

Inne dzieci nie są takie dzielne jak my. Czasem płaczą, zwłaszcza Kubuś i Pjotek. Ale i tak lubimy się z nimi bawić! Najgorszy jest Damian, bo Damian bije i popycha, ale wtedy ciocia Monika lobi NIO NIO NIO, nie wolno bić!
Bardzo lubimy chodzić do piećkola! Niestety, ciocia Gjazinka już nas nie odbiera, chyba poszła sobie do innej dzidzi... za to codziennie przyjeżdża po nas tatuś zielonym siamochodem.
A dzisiaj nie poszliśmy do piećkola... Jestem bajdzio choji. Kamilek nie jest choli, tylko Adziejek, ale został w domu i się ze mną bawi. I tatuś też jest w domu. Mamusia już nie jest chola i poszła do pjacy... ale niedługo już wróci i się będziemy razem bawić! Wczoraj na przykład mamusia robiła pjejożki. A my piekliśmy ciastka. Mama dała nam po kawałku ciasta, mogliśmy je ugniatać, wałkować, wycinać folemki, otwierać piekarnik i wkładać do niego ciasto, patrzeć, czy się upiekło, wyjmować (ostrożnie, bo gorące przecież!) i znowu wkładać, jeśli było niedopieczone. Fajna zabawa!

W piećkolu robimy też różne rysunki, a potem pani Bożenka wywiesza je na tablicy, żeby wszyscy mogli je podziwiać! Też się pochwalimy!

Obrazek1
Jak widać, jest to praca Andrzejka

Obrazek2
A to oczywiście praca Kamilka

Obrazek3
Zbieraliśmy też muchomorki
Obrazek4

Copyright © 2003-2012 blizniaki.net. "Podwójny Uśmiech". Stowarzyszenie na rzecz bliźniąt jest Organizacją Pożytku Publicznego. Przekaż 1% podatku na bliźnięta.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Zarządu Stowarzyszenia. Kopiowanie,
redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Zarządu.