Świat według bąbli, Odcinek 85 i 86
Wyprawa do żubrów
Pewnego dnia było tak zimno, że nie dało się iść na plażę. Dlatego mama i tata postanowili, że pojedziemy do klówek! Nie tak zwyczajnych, to są jakieś niezwykłe klówki, bo wcale nie mieszkają na łące, tylko w lesie, gdzie jest dużo drzew. Zanim tam jednak dotarliśmy, trzeba było iść całkiem spory kawałek, i to na własnych nóżkach! Tak byliśmy ciekawi tych klówek, że bieglismy do nich jak na skrzydłach! Gorzej było w drodze powrotnej... Ani mama ani tata nie mieli ochoty na niesienie nas... na szczęście dali nam jakąś bułkę z budyńkom, dzięki czemu mieliśmy trochę siły.
W parku okazało się, że są tam nie tylko klówki, ale też dzik "dziki, wły"! I sialenki. No i te klówki to wcale nie są klówki, tylko żubry! To są takie klówki z brodą... i jeszcze czymś, ale mamusia nie pozwala nam tego napisać
Przy okazji wizyty u żubrów byliśmy też na takiej górze, pod którą jest mozie. Ładnie wszystko widać, tak wyyyysiooooko! Mama nie pozwalała nam się za bardzo zbliżać do barierki i oczywiście nie pozwoliła na nią wejść... a my chcieliśmy porobić hopa hopa! Za to zdjęcia wyszły nam bardzo ładne!
Popołudniowe rozrywki
Jak wiadomo, po obiadku trzeba iść spać. W ogóle obiadki były pyyyszne na wakacjach! Pani kucharka takie dobre ziupki robiła, i zawsze był kokelek i mięsio! Ładnie wszystko zjadaliśmy, szkoda, że mamusia nie robi nam takich dobrych surówek...
Po spaniu zaś (a spało się dobrze, oj dobrze... i dłuuugo...) wychodziliśmy na pacielki. Czasem do miasta, wtedy jedliśmy lody albo rurki, czasem mama i tata dawali się naciągnąć na jeżdżenie autem albo takim fantastycznym rowerem, w którym my także mieliśmy kierownice i mogliśmy kręcić!!!
Innego dnia spotkaliśmy na plaży... Tubisie!!! I Shreka! I osiołka!! A my wcale się nie baliśmy, żeby dać im cześć! Wyglądali zupełnie tak samo jak w telewizorze... ciekawe, skąd się wzięli na naszej plaży??
Niestety, przy Tubisiach mama nie miała aparatu i nie mogła zrobić nam zdjęcia z Tinky i Poh... ale za to udało nam się znaleźć Shreka w mieście na pacielku - i fotka się udała. Trochę jest może chudszy niż naprawdę, ale to chyba na pewno Shrek... No i osiołek!
A jak już nam się całkiem nudziło, jeden pan narysował nas! Trwało to bardzo krótko, nawet nie zdążyliśmy się znudzić. To się nazywa kalytula albo jakoś tak... ale nie wiem, czy jesteśmy do siebie podobni na tym rysunku... to będziecie musieli ocenić sami (jak tylko tatuś będzie miał chwilę, żeby kalytulę zeskanować...)
A nasze zdjęcia z tych wypraw wakacyjnych możecie podziwiać tutaj.





