Świat według bąbli, Odcinek 81
Europejski Festiwal Bliźniąt
Pewnego dnia, a w zasadzie nocy bo było jeszcze całkiem ciemno, mamusia obudziła nas z informacją, że jedziemy do dzieci "nad mozie". Chyba jest to bardzo daleko od Wajsiawy, bo jechaliśmy i jechaliśmy, a dzieci nie było... Na szczęście udało nam się trochę pospać, trochę się pobawiliśmy, a potem byliśmy na miejscu. No prawie, bo Kamilek miał też niemiłą przygodę, trochę mu się zrobiło niedobrze i mamusia chciała go przebrać, oczywiście w tym właśnie momencie musiało strasznie padać, mama wystawiła go więc na przystanku, wiecie, tam gdzie stają autobusy, a on biedaczek myślał, że my z tatusiem pojedziemy bez niego i strasznie płakał... Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, Kamilek się uspokoił, mama go przebrała i pojechaliśmy dalej.
Na miejscu okazało się, że jest to Festiwal Bliźniąt, czyli takich dzieci jak my. I wiecie co, duzie bliźniaki też są! I dzidzinki! I pamy! (czyli, jak mówią mama i tata - dziewczynki, panie i panowie).
Pierwszego dnia rozstawiano jeszcze różne namioty i scenę, a my najpierw graliśmy w piłkę, potem zajęliśmy panią w pracowni plastycznej, gdzie narysowaliśmy piękne rysunki. Paluszkami! Co prawda mama nie była zbyt szczęśliwa, bo musiała nas myć w fontannie... ale nam się podobało!
Mamusia próbowała sprzedać nasze piękne bliźniakowe naklejki na auto, ze ślimakiem (albo na odwrót), ale nie bardzo jej się to udało... (nie udawało się też to tatusiowi, który stał z tymi naklejkami całą sobotę...). My zaś udzieliliśmy wywiadu do kamery, tzn. powiedzieliśmy wierszyk o wróbelku Elemelku. Znacie ten wierszyk? To idzie sobie tak: "wlóbelek Elemelek znalazł w polu kokelek, nie za duzi, nie za mały, wlóbelka dośkonały!"
Następnego dnia, czyli w sobotę, deszcz i burza zmyły nasze piękne rysunki... Na szczęście potem wyszło słonko i mogliśmy znowu biegać po wielkim placu i strząsać wodę z namiotów. Atrakcji było całkiem sporo - wielka zjeżdżalnia, niestety mamusia miała mało pieniążków i nie mogliśmy zjeżdżać zbyt długo... Ja tam się wcale nie bałem i ciągle biegałem na górę, po schodach i zjeżdżałem z takimi dzidzinkami, za to Kamilek usiadł na górze i pani musiała po niego wejść, bo się bał... Poza tym balony, z którymi biegaliśmy po całym placu! Najgorsze to było to, jak mój balonik nagle został porwany przez wiatr!!! I UCIEKŁ!!!! Bardzo głośno płakałem, bo balonik poleciał na ulicę i tylko było słychać, jak auto robi mu ała...
Ale była też SCENA! Wdrapaliśmy się na nią, żeby trochę pośpiewać, ale nikt nie chciał nam dać mikrofonu... Dopiero po chwili mogliśmy sobie na niej trochę posiedzieć i coś powiedzieć. Później poszliśmy na scenę jeszcze raz i opowiadaliśmy z mamą (tzn. mama opowiadała, bo my koniecznie chcieliśmy śpiewać i grać), jak to jest w naszym Klubie. I wiecie co, okazało się, że wujek Marek zna nasze pamiętniki! Później zrobiło się pustawo, bo wszyscy pojechali na jakiś pokaz mody. My zaś spotkaliśmy się z ciocią Gosią, Lenką i Marysią (pamiętacie je ze Zlotu?) oraz z drugą ciocią Gosią z naszego Klubu. Zrobiliśmy też znowu piękne rysunki! A na koniec mama i tata zabrali nas do auta i zawieźli nad morze na wakacje!
Niestety, nie udało się zrobić badań, które stwierdziłyby, czy jesteśmy tacy sami czy nie... I nadal tego nie wiemy...
Adziejek
Zdjęcia z Festiwalu możecie zobaczyć tutaj.





