Stowarzyszenie
"Internetowy Klub Bliźniaka"
KRS 0000206719
1% dla bliźniąt
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


Dotpay

Miasto Dzieci

Bezpieczny internet

System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Świat według bąbli

Świat według bąbli, Odcinek 73, 74 i 75

Polska języka...

to jak wiadomo - trudna języka. Tak mówi nasz tata, a on zawsze wie co mówi. (tak mówi mama). Nam język rodziców sprawia ostatnio sporo kłopotów, bo próbujemy go opanować... bardzo często więc tworzymy własne wyrażenia
O naszych bibijach pisaliśmy już wielokrotnie, więc nie będziemy się powtarzać. Ostatnio jednak odkryliśmy, że bibije mają KOŁO. To jest takie okrągłe coś, do kręcenia. KOŁO jest w rowerkach, o których będzie jeszcze mowa, KOŁO mają nasze małe bibije, czyli koparki, KOŁO to także miska - naprawdę można nią kręcić! Jak się tylko wie jak. A my wiemy. I odkryliśmy jeszcze coś - można kręcić stolikiem mamy i to wtedy też jest KOŁO. Ostatnio jednak tata chyba tam coś dokręcił, jakąś śrubkę, bo już nie ma koła...
Uczymy się także części ciała. Umiemy powiedzieć OKO, HUCHO (albo jakoś tak), BUDZIA, NOŚ. Dzisiaj próbowałem się nauczyć NOGA, ale trochę to jest trudne słowo, a RĘKA - nie wiem, kto to wymyślił, ale na pewno nie żadna dzidzia, bo tego przecież nikt normalny nie wymówi! Natomiast bardzo ładnie wychodzi nam mówienie GOŁA PUPA. I JAJO i SISI - to są te części ciała, które mam Kaja, czyli ja, Aja, czyli Andrzejek i tata. Mama nie ma jajo i sisi.
Wiemy już też, co robią niektóre zwierzątka: piesek to jest HAU HAU, Kotek to cicici (a robi miau miau), jest też kokoko, kra kra (czyli wrona i inne ptaszki) i dziaba (czyli żaba) Strasznie trudne są te wszystkie wyrazy, zmieniamy je i ułatwiamy sobie, jak możemy, ale nie jest to proste...
A wiecie, że nasz nocniczek robi czasem łau łau? My też czasem robimy łau, łau, jak nasikamy na dywan i mamy karę, albo jak zrobimy bach i mamy kuku... A nocniczek robi łau łau - czyli płacze, bo jest głodny i czeka na nasze pipi. Nawet czasem udaje nam się go nakarmić, ale niestety, nie zawsze. A od jakiegoś czasu nie nosimy już pieluszek! Możemy teraz szybko biegać i nosimy fajne majteczki, tak jak tata. Niestety, bardzo często musimy siadać na nocniczek i robić pipi... A tak ciężko o tym pamiętać... I niestety, czasem zdarzają się wpadki, czyli krótko mówiąc - zasikanie kanapy... Nam mokre majteczki przeszkadzają tylko troszeczkę, ale mama się wtedy bardzo złości i nawet każe nam za karę siedzieć bez majteczek, w śpiworkach na kanapie i czekać, aż majteczki wyschną. Jest to oczywiście doskonała okazja do przytulania się z bratem i oglądania bajki. Niestety, mama zauważyła, że nam te kary sprawiają przyjemność, chyba się źle kryliśmy! I teraz, jak zasiusiamy kanapę albo dywan, musimy siedzieć w swoich łóżeczkach... a to już nam się wcale nie podoba! Czyż KARA nie powinna być przyjemna? (nawiasem mówiąc KARA też umiemy już wymawiać!)
No i jeszcze jedno bardzo ważne słowo. KOCHAM. Wystarczy się przytulić do mamusi i powiedzieć KOCHAM - a mamusia się wzrusza i nas mocno ściska. Nawet jeśli chwilę wcześniej obiecuje lanie za psoty...

Nionio nie ma??

Dwa dni temu tata wymyślił głupią zabawę. Schował nam smoczki!!! I próbował nam wytłumaczyć, że jesteśmy już na tyle duzi, że smoczki nie są nam potrzebne... nie bardzo byliśmy przekonani do tego pomysłu, bo skąd niby tata ma to wiedzieć? On sam nionio nie ma - nie wie więc, co traci! A my wiemy dokładnie, co nam zabrał...
Kładziemy się spać - nionio nie ma... podobno zanieśliśmy je dzidziom na górze. Bo chyba jeszcze nie wiecie, że nad nami mieszkają też takie dwa chłopaczki, ale dużo mniejsze niż my, jeszcze nie bardzo można się z nimi bawić, bo nie biegają, mają za to całe mnóstwo fajnych zabawek. Ale smoczków nie mieli... mama więc wymyśliła, że my damy im nasze smoczki!!! Nie jestem pewien, czy był to bardzo szczęśliwy pomysł... postaraliśmy się jednak tego pierwszego wieczoru zasnąć i nawet nam się udało.
Rano jednak - nionio nie ma! Tragedia. Kamilek płacze i rozpacza. Dobrze się wczuł w rolę, mama włączyła nam bajkę, o czym normalnie rano nie może być mowy. A tu proszę - trochę łez i już, bajka leci. Przed drzemką Kamilek znowu zaczął robić łał łał łał i ciocia wyczarowała smoczki! Piękna sprawa. Niestety, tata nie chciał się z nami bawić w czarodzieja... przyniósł nam za to - od dzidzi! - JAJO. Jajo było z czekolady na szczęście, bo my przecież JAJO nie lubimy wcale. A w środku - niespodzianka! Takie malutkie bibije, tata je poskładał, trochę tam kółka odpadały, ale teraz już tata to naprawił i jest w porządku. Niestety jednak, oznaczało to kolejne spanie bez nionio... Dobrze, że chociaż Asi i Koko i nasze szmatki nam zostawili... Dzieci chyba dobrze się opiekują naszymi smoczkami, jak myślicie?
Dzisiaj byliśmy już w dzień bardzo dzielni i zasnęliśmy bez nionio - ciocia nie musiała nic czarować. A wieczorem mama nas kładła spać, ale też smoczków nie dała... chyba jednak rzeczywiście je oddaliśmy dzidzi na górze... Może im się przydadzą do spania...

Chciałem jeszcze dodać coś do poprzedniego pamiętnika. Zapomniałem bowiem napisać, jak my się nazywamy, a może nie wiecie. Ja jestem Aja Kaś, a mój brat to Kaja Kaś. I od dzisiaj umiemy też powiedzieć SIAM. To oznacza, że sami zdejmujemy i nakładamy spodenki i majteczki. A Kamilek mówi na Hipolitka MICIO (pamiętacie chyba, że Hipolitek to ten duuży miś).

Pam Aja Kaś (czyli Pan Andrzejek Tkacz)

Basia AM!

Mama zabrała nas dzisiaj do parku na WIELKĄ WYPRAWĘ! Pojechaliśmy bibijem, ale BEZ WÓZKA! Musieliśmy więc dojść do przystanku, a wcale blisko nie mamy! Potem w autobusie wcale nie było dla nas miejsca, ale nasza dzielna mama od razu się o nie postarała. Jechaliście kiedyś autobusem?? Fajnie jest, tylko się trzeba mocno trzymać. I pilnować mamy, żeby jednego z nas nie zostawiła, bo najpierw jeden wędruje na ręce, potem mama musi się jeszcze trzymać, jak ma więc wziąć drugiego na ręce?? A trochę za wysoko dla nas, żeby wysiąść samemu...
A potem dotarliśmy do parku... tam jest bardzo fajnie, można biegać z patyczkiem, posprzątać alejki, pogrzebać patyczkiem w błocie... Szukaliśmy też oznak wiosny - mam pokazała nam pierwsze listki na krzaczkach!
Strasznie brudno jest w parku - tylko śmieci wszędzie... nawet na placu zabaw! No i zimno trochę... ale najważniejsze jest - BASIA! Wiecie, kto to jest Basia? Ma OGION, rudy i bardzo puchaty, OKO, HUCHO, NOGIA... i bawi się w AKUKU! Dawaliśmy jej AM - bardzo pyszne orzeszki, a ona je jadła albo chowała pod listkami, mama mówiła, że na później. Trochę się nas na początku bała, ale potem podchodziła już całkiem blisko.
Z parku też wracaliśmy autobusem, i też musieliśmy do niego dojść sami. A potem jeszcze byliśmy na zakupach i na bibijach! Nasze bibije są najfajniejsze na świecie, a my jeździmy na nich całkiem profesjonalnie!

Zdjęcia z naszej wyprawy możecie obejrzeć tutaj.

A my idziemy teraz spać... Bardzo nas ta wyprawa zmęczyła!
Aja Tkaś i Kaja Tkaś

Verde

Stowarzyszenie "Internetowy Klub Bliźniaka" jest Organizacją Pożytku Publicznego.
Przekaż 1% podatku na bliźnięta.

Copyright © 2003-2008 blizniaki.net