Świat według bąbli, Odcinek 1, 2 i 3
maj 2002 - jak to się zaczęło
Mamusia ma fajny pomysł!
Hej, to ja, Andrzejek. Albo Jędrulek, jak mówi na mnie mamusia. I ta miła pani, która z nami chodzi na spacerki, mamusia mówi na nią NIANIA. Chciałem... co to ja chciałem??? Aha, już wiem. Będę pisać pamiętnik. Razem z moim młodszym bratem Kamilkiem. Kamil jest moim bratem bliźniakiem, ale MŁODSZYM o całe 20 minut, jasne więc, że to JA będę tu pisać o nas. No, może czasem dam mu coś skrobnąć...
Od kilku dni w domu jest jakoś dziwnie. Wyjechał ten owłosiony potwór. I dziadkowie. Ale mamusia dalej pakuje walizki!!! Czyżbyśmy gdzieś wyjeżdżali? Mamusia chodzi jakaś smutna... chyba nas nie zostawi???? Uff, spytałem Kamilka. On coś słyszał. Otóż wyjeżdża tatuś. Nie wiemy dokąd i po co, ale ma go dłuuugo nie być... Tatusia nie będzie! Ale mamusia wpadła dzisiaj na świetny pomysł: będziemy pisać do tatusia!!! Nie wiem tylko, jak on ma to odczytać, mamusia mówiła coś o jakiejś kafejce, w której tatuś siedzi i to czyta.
Więc piszę: tatusiu, wracaj już!!!!
Muszę się poskarżyć tatusiowi! - tu Kamilek
Kochany tatusiu, wracaj już!!!! Ja znowu siedziałem i czekałem na swoją kolejkę do kąpania... wczoraj to jeszcze było zabawne, byłem grzeczniutki, bo mnie interesowało, co ta mama wymyśliła. Wykąpała najpierw mnie, potem zamiast zabrać mnie do karmienia, posadziła mnie w fotelik, wzięła Andrzejka, wymyła go, ubrała i NAKARMIŁA, a ja musiałem czekać w tym foteliku. No dobrze, raz to jeszcze w ostateczności może być. Ale CODZIENNIE????? Dzisiaj musiałem czekać na kąpiel, gdy Andrzejek pluskał się w wanience chlapiąc na mnie! A potem??? Krótka kąpiel, bo Andrzejek zaczął marudzić i trzeba go było karmić. Akurat jak mi się zaczęło podobać! To niesprawiedliwe... Mama włożyła mnie do jego łóżeczka, pomyliło jej się czy co???? A potem znowu na kanapie obok siebie, wzięła tego jęczącego mojego brata i karmiła nas jednocześnie... żeby mi było wygodnie, to nie mogę powiedzieć!
Tatusiu, ja chcę, żebyś to TY nas kąpał!!! Wtedy mamusia mnie przytula dłuuuugo... i nie muszę się nią z nikim dzielić...
Jesteśmy święci!
Zapomniałem napisać o jednym baaardzo ważnym wydarzeniu! Otóż niedawno, 4 maja, był jakiś ważny dzień. Tak nam się wydaje... bo rodzice od samego rana biegali zdenerwowani i przestawiali z dziadkami salon. Bo to chyba dziadkowie???? Mamusia nas ubrała w nowe spodenki i powiedziała, że od dziś będziemy święci! ha, ciekawe, co miała na myśli... hihi, pewnie myśli, że nie będziemy się tak fajnie przekręcać na brzuszek? a to jest TAKIE fajoskie!
Potem zrobiło się zamieszanie, przyjechała babcia i ten wąsaty pan, co nie pozwala do siebie mówić Dziadku... i jakiś wysoki wujek i wysoka ciocia i inna ciocia i inny wujek... i pojechaliśmy na spacerek! Niestety, spacer trwał jakoś dziwnie krótko, potem nas mamusia wyjęła z wózka, mnie trzymał na rączkach tatuś, ale nie szliśmy dalej, tylko usiedliśmy w takim wysokim chłodnym domku... ale tam było pełno fajnych rzeczy!!!!!!!! Takie nowe wszystko!!!! A potem wyszedł do nas śmieszny pan w czerwonej sukience i zaczął się do nas uśmiechać! Bardzo mi się to podobało, Kamisiowi też, bo się cały czas rozglądał i uśmiechał. A potem pan zaczął śpiewać!!! Słabo mu szło, więc mu troszkę pomogłem, zupełnie nie rozumiem, dlaczego mamusia się śmiała... Było bardzo przyjemnie, trochę może za ciepło, za to cały czas byliśmy na rączkach. A to nam się podobało! Ten pan w sukience polał mnie co prawda trochę wodą, ale nie płakałem, taki byłem dzielny! Kamilek też.
A potem znowu poszliśmy na spacerek! Tylko że tym razem wózek prowadził ten wyyyysooooki wujek Czarek. Musiałem go obserwować podejrzliwie, czy nas na jakieś drzewo nie wwiezie! Ale radził sobie całkiem nieźle.
W domu mamusia miała nas karmić... niestety, wręczyła butelki tym nowym ciociom, jakoś sobie na szczęście poradziły...
Zdjęcie z tej uroczystości możecie zobaczyć tutaj.





