Świat według bąbli, Odcinek 56, 57 i 58
Komandosi na wędrówce
Dzisiaj dzia-dzia wymyślił, że pojedziemy w góry. Wiecie, kto to jest dzia-dzia? To taki pan, podobny do taty, tylko ma mniej włosów, śpiewa, wygłupia się i przewraca, i czasem robi dużo szumu. W sumie nieszkodliwy, a bardzo śmieszny.
No więc pojechaliśmy w góry. Babcia trochę na dziadka krzyczała, że może my wcale nie chcemy nigdzie chodzić, ale nam się bardzo podobało i nawet w wózku nie chciało nam się siedzieć! Zwłaszcza, że przy drodze były MALINKI! Babcia zrywała nam malinki, Andrzejek trochę był zmęczony i więcej w wózku siedział, ale ja dzielnie maszerowałem. I to pod górkę! Tak szliśmy i szliśmy... aż doszliśmy na samą góóórę! Wysoko, uff. Ładne były stamtąd widoki. Potem trochę poprzewracaliśmy dziadka na trawie. I zjedliśmy ciastka.
No a potem trzeba było schodzić na dół... Daleka to było droga, dobrze, że ten wózek mieliśmy! W ogóle nasz wózek jest superowy! Nawet na takie wędrówki się nadaje!
Plażujemy!
Gdzie ci rodzice nas przywieźli??? Dziwne jakieś miejsce. Mieszkamy wszyscy razem, z babą i dzia-dzia. Nie ma naszych łóżeczek, śpimy na takich duuuużych materacach, czasem nam się przytrafi, że spadniemy w nocy na podłogę... nie jest to na szczęście wysoko, ale trochę się wtedy boimy... I jest tu tak gorąco!!! Za to codziennie chodzimy do ogroooomnej piaskownicy! Mamy łopatki i foremki i robimy BABY. Z piasku. Bo piasku jest mnóstwo! I są też takie śmieszne kamyczki, mama mówi na nie muszelki. Wrzucamy je do wody i wyjmujemy i przysypujemy piaskiem. Jest ich mnóstwo, tych muszelek!
A właśnie, WODA! Mama mi powiedziała, że to się nazywa MORZE. Robi takie szu-szu-szu. I ucieka. Trochę przypływa i ucieka. Czasem, gdy siedzimy bliżej tego MORZA, woda ochlapuje nam nóżki. Niezbyt nam się to podoba... Kamilek wtedy szybko ucieka! A ja dzisiaj postanowiłem, że pójdę z mamą do tego MORZA. Trochę się bałem, ale mocno trzymałem mamę za szyję i nawet pochlapałęm na nią trochę jedną rączką. A potem ... mama mnie położyła na wodzie!!! I ja pływałem!!!
Tu możecie popodziwiać mnie jako pływaka!
Delfinki
Dzisiaj po obiadku pojechaliśmy brym-brymem w dziwne miejsce. Babcia kupiła nam takie małe milutkie delfinki. One śpiewają! A potem, razem z masą innych ludzi, poszliśmy do DELFIRIUM. Chyba tak to się nazywało... Była tam duuuża wanna, ale wcale się nie kąpaliśmy! Za to w wodzie pływały rybki. Ale takie śmieszne. Mama powiedziała, że to są DELFINKI. I te delfinki robiły BAA do wody, skakały, chlapały, tańczyły i co chwilę robiły AM! A my nie dostaliśmy AM!
Ale i tak nam się bardzo podobało. Zwłaszcza, że za mną siedziała taka ładna pani, cały czas się oglądałem, czy jej też się podoba i wtedy mocno klaskałem!
Zresztą,
zobaczcie sami!





