Świat według bąbli, Odcinek 51, 52 i 53
Nowy placyk!
Wczoraj niania - czyli ciocia, jak kto woli - odkryła tuż koło domu nowy plac zabaw! Byliśmy tam już kiedyś, ale poza nędzną piaskownicą nic więcej nie było... Za to teraz! Są huśtawki, tzn. konik na takiej fajnej sprężynie, że można robić patataj-patataj, i taka inna do bujania. Bardzo nam to bujanie profesjonalnie wychodzi! No i przede wszystkim jest ZJEŻDŻALNIA! My już jesteśmy mistrzami świata w zjeżdżaniu, wychodzi nam to naprawdę profesjonalnie!
Po południu poszliśmy na ten plac zabaw z mamusią! W tym tygodniu mamusia ma dla nas więcej czasu, bo ostatnio to już w ogóle jej nie widywaliśmy i prawie zapomnieliśmy, jak wygląda... Najpierw zjeżdżaliśmy sami. Wiecie, na czym polega zjeżdżanie? Otóż najpierw trzeba wejść na górę, po takich jakby schodkach. Nie jest to proste, bo zrobili te schodki jakieś dziwne, trochę śliskie i nawet Andrzejkowi się nóżka obsunęła... nic mu się nie stało, ale ryczał tak, że aż panie na balkonach się zainteresowały... Mamusia szybko jednak wpadła na pomysł, jakby go pocieszyć. Oczom własnym nie wierzyłem!!! Mamusia bowiem WESZŁA za mną na zjeżdżalnię i... fiuuuuuuuuuuuuu, zjechała na dół!!! Ale to było śmieszne!!! Popędziliśmy na górę, zjechaliśmy, a mama za nami! FIUUUUUUUUUUUU, na dół!!!! JUHU! To było niesamowite!
Potem zaś robiliśmy z mamą babki z piasku. Wiecie, jak się robi babki? Najpierw trzeba nasypać piaseczku do foremki. Najlepiej, gdy robi to mama, bo ona wie, jaki piasek jest odpowiedni. Potem mama podaje nam tę foremkę z piaskiem, a my robimy BACH, odwracamy ją do góry dnem i pukamy mocno i podnosimy foremkę i wołamy BABA! I jest babka, śliczna!!! Polecamy gorąco, to bardzo przyjemna zabawa.
A propos zjeżdżalni, na działce mamy też taką! W naszym baseniku. I wchodzenie na nią jest baaaaardzo śmieszne! Tutaj możecie zobaczyć zdjęcia.
Sprzątamy po sobie
Ostatnio mamusia nauczyła nas sprzątać zabawki. Tatuś też nam zawsze tłumaczy, że powinniśmy sprzątać po sobie, ale on się tak bardzo nie czepia jak mamusia. A mamusia to tylko chodzi i sprząta... postanowiliśmy więc, że jej pomożemy. Wygląda to tak, że najpierw szybko zbieramy zabawki do skrzynki, jedną po drugiej, potem zaś z duuużym wysiłkiem odwracamy skrzynkę do góry dnem... Wysypujemy z niej wszystko, odstawiamy skrzynkę na miejsce i ponownie zabieramy się za sprzątanie. W ten sposób mamy zajęcie na cały wieczór!
Pewnego ranka, gdy mama zapomniała zamknąć dokładnie szufladę ze skarpetkami, postanowiliśmy też posprzątać w tej szufladzie. Okazało się, że skarpetki doskonale mieszczą się do... nocniczka! Właśnie tam je upchnęliśmy, a potem przekładaliśmy z powrotem do szuflady. A mama nawet się specjalnie nie złościła...
Andrzejek na szczytach
Dwa dni temu tatuś i mamusia byli bardzo zajęci. A na stole, tak wysoko, jakby się im mogło wydawać, stał magnetofon. NASZ magnetofon! Postanowiłem więc, że spróbuję się do niego dostać. Nie było to szczególnie trudne. Obok stołu stoją krzesła. A tuż za nimi - fotel. Najpierw wszedłem na fotel. Potem wdrapałem się z niego na krzesło. Na koniec zaś zdobyłem szczyt mojej wędrówki, czyli STÓŁ! Już miałem dosięgnąć magnetofonu, gdy weszli rodzice!!! Chyba im się to nie spodobało, że ja sobie tam tak po prostu stoję i wymachuję kasetą... Szkoda w zasadzie, bo chciałem włączyć muzykę i trochę taniu taniu zrobić... Ale mama mnie zabrała z tego stołu i wyniosła do drugiego pokoju!!! Nie mogę powiedzieć, żebym był jakoś szczególnie szczęśliwy z tego powodu!!! Krzyczałem i wyrywałem się, ale mama, niestety, była silniejsza ode mnie...
Tutaj możecie zobaczyć zdjęcia. Kiedy rodzice mieli czas je zrobić???





