Świat według bąbli, Odcinek 46 i 47
21 czerwca 2003
Kochany tatusiu,
jakoś cię ostatnio wcale nie widać i w ogóle nie możemy się pochwalić, co robimy ciekawego!
I nie kąpiesz nas też już, tylko mamusia. Pewnie znowu wyjechałeś, a my musimy pisać do ciebie listy.
A może to my wyjechaliśmy? Bo widzisz, tu jest jakoś inaczej niż w domu...
Więc tak, przede wszystkim jest całe mnóstwo BABA. Dwie takie małe, śmieszne. I jedna wieeeelka BABA, czarna i w sumie miła, ale się jej trochę boimy... Ona nam nic nie robi, ale wygląda groźnie. Podobno nazywa się SARA. I jest też takie BA jak w domu, też tak ładnie bije. I my od razu wołamy razem BA! A mama się śmieje, że my tak wszystko wiemy. Phi, tez mi odkrycie...
Na dworze można biegać, ale bardzo ostrożnie, bo ktoś tu wpadł na głupi pomysł i porobił dziury w chodniczku. I trzeba bardzo uważnie przechodzić, wysoko podnosić nóżki. Ale my jesteśmy ostrożni.
Poza tym jest BASEN. Pamiętasz jak się w nim kąpaliśmy kiedyś? Teraz się jeszcze nie kąpaliśmy, bo jest zimno i woda pada z góry... Ale mamy wieeeeelką ochotę! Na wszelki wypadek już wypróbowaliśmy kółka i sprawdziliśmy, czy ta woda rzeczywiście jest zimna. Nie jest, tylko mama twierdzi, że jest inaczej. No trudno, na razie to mama decyduje.
I jest ZJEŻDŻALNIA. My jesteśmy bardzo sprytni i już prawie wiemy, jak mamy na nią wchodzić i zjeżdżać! Na razie mama nam pomaga, ale w zasadzie to już dobrze wiemy sami, jak sobie z tym radzić.
I jest HUŚTAWKA!!! WOW. Ona jest taka, że nie muszę wcale czekać, aż się Kamil pohuśta!!! Siedzę sobie obok niego i też się huśtam!!!! Rewelacja. A obok huśtawki i zjeżdżalni jest piaskownica, prawie taka jak w domu, tylko jest jeszcze więcej piasku i więcej wiaderek, łopatek. I umiem już robić BABA, czyli takie małe baby z piasku, sypię piasek do foremki, jest taka w kształcie samolotu, takiego jak na niebie, i kładę ją na piasku i mówię BA i jest baba.
Tu jest bardzo przyjemnie i bardzo dobrze się nam śpi. Na szczęście mama pamiętała też o filmiku! Właśnie przed chwilą oglądałem tubisie, nic się nie zmieniły.
A wiesz, jakie tu dają dobre jedzonko??? Mama wczoraj ugotowała pyyyyszną zupkę, ale byliśmy głodni! Aż trzy talerze zjedliśmy. A na deser były owocki, takie małe czarne i większe czerwone. A do nich takie jakby mleczko, ale słodkie i nie takie płynne. Jak kaszka, ale duuuużo lepsze. Bardzo nam smakowały. Po jakimś czasie jednak znowu byliśmy głodni i mama dała nam nasz ulubiony obiadek (ten ze słoiczka) i serek i jogurt i mleczko. Wszystko zjedliśmy!
A właśnie, jedzonko. Dzisiaj się dzieliłem z BABA moim śniadankiem. Brałem do buzi kanapeczkę i wypluwałem mu na podłogę, a on to zjadał, ja zaś biegłem do mamusi po drugi kawałek. To było bardzo śmieszne, ale mamie się chyba niezbyt podobało...
No dobra, pędzę do zabawek. Dzisiaj podobno ma nas odwiedzić jakaś ciocia. Jutro też napiszemy!
Andrzejek i Kamilek
PS. tatusiu, tu Kamilek. Ja muszę Ci się poskarżyć, że tu ktoś książeczki podmienia!!! Wyszukałem wczoraj na dnie kosza pod klockami moją ukochaną książeczkę o piłeczce, otwieram ją... a tam NIE MA PIŁKI!!!!! Tylko jakieś dziwne jarzynki!!! Na jakimś targu!!! A ta książeczka wyglądała dokładnie tak samo, nawet pogryziona była w tym samym miejscu! Więc o co tu chodzi???
PPS. A zdjęcia to będą jak mama wreszcie wyjmie aparat z torby! Dzisiaj jej przypomnimy, chyba ze nie pójdziemy na plac zabaw, bo wiesz, dzisiaj jest jakoś ziiimno i wiatr i coś z nieba pada, jakaś woda...
PPPS. Zdjęcia są tutaj.
22 czerwca 2003
Kochany tatusiu,
dzisiaj to w ogóle juz wyjść nie można, ciągle pada! W związku z tym postanowiliśmy upiec ciasto. Ja dzielnie mamusi pomagałem, a ten leniuch Jędrek tylko czekał, aż będzie mógł wylizać łopatki!
Mam nadzieję, że się dobrze spiszesz i wyślesz nam ciepłe kurteczki i śpiworki. Bo trochę w nocy marźniemy... ;( no i na dwór nie możemy iść, na huśtawki, bo mooookro... A może przyślesz nam trochę słoneczka?
Nie będę się rozpisywać, bo mocno śpiący jestem!
Ale zdjęcia zobacz koniecznie!
24 czerwca 2003
Kochany tatusiu,
ale dzisiaj był super dzień! Wreszcie wyszło słonko, a my się wyspaliśmy baaaaaaaardzo. Jakoś tak nam się dobrze spało w tych śpiworkach, które przysłałeś!
Sniadanko jedliśmy na tarasie! Na tej fantastycznej ławeczce. To widać na zdjęciu. Potem pobiegliśmy na huśtawki i do piaseczku, już sami robimy babki!!!
Potem mama kazała nam iśc spać! Znowu.. niezbyt nam to się podobało i trochę poprotestowaliśmy. Ale tak było wygodnie.. i cieplutko... i w brzuszku pełno mleczka... że zasnęliśmy na dłuuugo... a jak już wstaliśmy, mama zrobiła pyszny obiadek! I jedliśmy razem z nią. My to już do stołu sięgamy i sami byśmy chcieli jeść. Najlepiej wychodzi nam karmienie piesków, wypluwamy im na podłogę to, co daje nam mamusia, ale jej się to wcale nie podoba!
Potem zaś... odkryliśmy GARAŻ> Ile tam skarbów! I samochód babci! Mama nawet pozwoliła nam posiedzieć trochę w środku! A potem nas zapakowała do fotelików i pojechaliśmy do miasta! Dziwne to miasto, mało samochodów, dość dużo ludzi i wszyscy nam się przyglądali i mówili, że jesteśmy śliczni i mamy fajny wózek! A my się uśmiechaliśmy ze zrozumieniem, bo przeciez mieli rację, prawda? A w tym mieście spotkaliśmy ciocię Ewę i ona się nami też zajmowała. A mama kupowała nam w tym czasie buciki! Fantastyczne. Takie trochę duże, ale to nic nie szkodzi, my dużo jemy i szybko do nich dorośniemy! W domu włożyliśmy te buciki i poszliśmy je wypróbować w ogródku. Bo wiesz, tu jest taki duuuży ogródek, można biegac i biegać, pieski skaczą, a my biegamy. A potem to już byliśmy zmęczeni...
Ale po kolacji postanowiliśmy jeszcze sprzątnąć babci w kuchni, bo trochę się naśmieciło od naszego jedzenia!
A co Ty dzisiaj porabiałeś? Czy te listy w ogóle do ciebie dochodzą?
Andrzejek i Kamilek, z uściskami!
A zdjęcia są tutaj!
Wypadek
Zupełnie zapomniałem Wam opowiedzieć, jaki okropny wypadek miałem podczas wakacji!!! Tatuś przyjechał do nas na dwa dni, tak się cieszyłem z tego powodu i biegałem, biegałem i... potknąłem i się i upadłem prosto na krawędź łóżka! Strasznie mnie nagle zabolało oczko, płakałem i płakałem, krew się lała, mamusia mnie przytulała, na szczęście z oczkiem nic się nie stało, tylko troszkę mi spuchło, starłem sobie tylko skórkę pod oczkiem! I stąd ta krew... mówię Wam, to było OKROPNE! I bardzo mnie bolało... a najbardziej bolało mnie naklejanie plasterka! Wyglądałem całkiem nieźle, jak wojownik. Zresztą, oceńcie sami!





