Świat według bąbli, Odcinek 44 i 45
Mój biedny braciszek
Nie wiem, co się dzieje z moim Kamilkiem. Kamilek to jest mój brat bliźniak. Ostatnio jest jakiś biedny, bo ciągle mu kapie z noska. I cały ma ten nosek czerwony od ciągłego wycierania... i zapuszczają mu krople, a mnie nie. Ja się z tego bardzo cieszę, bo nie lubię kropelków. Tak jakoś szczypią w nosie... A Kamilek kicha i kicha, a smarka tak, że czasem nawet ja jestem mokry! Na dodatek ostatnio zaczął robić BABA. Tak jak BABA, ale trochę inaczej. Wiecie, co to jest BABA? Tak robi piesek, nie taki w książeczce, tylko taki biegający po podwórku. Nie boję się Kamilka, ale mi go szkoda... Gdy dzisiaj wieczorem tak marudził i marudził, i robił BABA i smarkał, pobiegłem do naszego pokoju i przyniosłem mu szmatkę - przytulankę. Sobie przy okazji też, ale jemu dałem jego szmatkę do rączki. Od razu się uspokoił! Taki jestem dobry brat. Nawet mu już piłki nie zabieram.
A właśnie, piłka! To też jest BA. No więc ostatnio wpadliśmy na pomysł, żeby sobie nie zabierać piłki, tylko się nią bawić wspólnie! I wypróbowaliśmy to na placu zabaw. Wiecie, co to jest plac zabaw? To takie miejsce, gdzie jest duuuuużo dzieci, huśtawki, piasek i zjeżdżalnia. Ja chyba najbardziej lubię chodzić na te huśtawki, czuję się wtedy jak dorosły, bo mama mnie nie trzyma wcale, tylko stoi koło Kamilka i nas buja. A ja siedzę sobie jak dorosły, mocno się trzymam i wcale nie spadam. To jest taka fajna huśtawka, że się buja w górę i w dół. Trzeba się mocno trzymać, a mama buja, bo my sami jeszcze nie potrafimy... Bo to się trzeba mocno odbić nóżkami od ziemi, a my chyba mamy za krótkie nóżki... Wczoraj siadła z nami na huśtawce jakaś dziewczynka. Bardzo się spodobała Kamilkowi. Potem gotowała mu zupkę w piaskownicy, a mama musiała tę zupkę jeść. Ja tam nie jadłem, nie lubię takiej piaskowej zupki. Sypałem za to intensywnie piaskiem. A później mama zabrała mnie na zjeżdżalnię! Ale się profesjonalnie ślizgałem! I umiem już sam na nią wejść, po takiej jakby drabince i mostku, a potem fiuuuuuuuuuuuuuuuuuuu na dół.
Głosujemy na tak!
Mama i tata zabrali nas dzisiaj w dziwne miejsca z informacją, że musimy postawić krzyżyk na jakiejś kartce, a potem wrzucić tę kartkę do duuuużego pudełka. I że chodzi przy tym o naszą przyszłość. Trochę to było dla nas za trudne, ale skoro to takie ważne - jedziemy. Najpierw do szkoły. Podobno uczyła się w niej babcia Ewa. A pradziadek tam uczył, czy to nie to samo? Niestety, dzisiaj ich nie było. A nas tam nie chcieli! Odesłali nas do przedszkola - tam podobno lepiej byśmy pasowali. Na liście był jednak tylko Kamilek, albo mamusia, nie wiem dobrze. O mnie zapomnieli! Kamilek pomógł mamie w stawianiu krzyżyka, rzucił kartkę - najpierw próbnie na ziemię, a potem do tego pudełka. I chyba już był zapisany. Ale co ze mną?! Pojechaliśmy brymbrymem dalej, do jakiegoś innego przedszkola. Były tam i zabawki, i kwiatki, i buty innych dzieci, i takie fajne stoliki! I ja byłem na liście! Chyba że to chodziło o tatusia... Nieważne, dostaliśmy kartkę i mogliśmy też postawić krzyżyk. A potem tata mnie podniósł i pomógł wrzucić kartkę do pudełka. I już. Po głosowaniu. Czy to jednak oznacza, że nie będę chodził do przedszkola razem z Kamilkiem???? Ja tak nie chcę!!!
A fotografie znajdziecie tutaj.





