Stowarzyszenie
"Internetowy Klub Bliźniaka"
KRS 0000206719
1% dla bliźniąt
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


Dotpay

Miasto Dzieci

Bezpieczny internet

System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Świat według bąbli

Świat według bąbli, Odcinek 41, 42 i 43

Nie lubię tej pani!

Hej to ja, Andrzejek. Muszę się wam poskarżyć, bo mamusia już w ogóle nas nie żałuje... ona uważa, że tak być musi. I tatuś też! A my ... zwłaszcza ja ... bardzo cierpieliśmy! Kilka dni temu pojechaliśmy z mamusią autobusem (wiecie, co to jest autobus? Taki duuuuży brym brym, do którego można wsiąść w wózku i jechać. I trochę rozrabiać, jak mama nie patrzy, tego dnia właśnie rozmontowaliśmy z Kamilkiem jakąś skrzyneczkę, w środku był pasek, ale ja nie wiem, do czego...) w to okropne miejsce. Nazywa się PRZYCHODNIA. Są tam beznadziejne zabawki, nic ciekawego... tylko jakieś nędzne książeczki i pudełka z kredkami, które można wyrzucać. Chyba że tatuś nie pozwoli. No właśnie, skąd się tam wziął tatuś??? Jechaliśmy sami, a tu nagle JEST. Dziwne, będę musiał zapytać mamusię...

Niestety, zabawa kredkami została przerwana, bo przyszła ta okropna pani. Ja jej chyba nie lubię, zawsze każe mi się rozebrać i mnie dotyka takim czymś zimnym! Mamusia mnie co prawda trzyma na rękach, ale ja jednak na wszelki wypadek głośno wyrażam swój protest.
Niewiele to niestety dało... Zostaliśmy zaprowadzeni do innego pokoju, głowę dam, że to sprawka tej niedobrej pani - ona się nazywa doktor albo jakoś tak. I tam... no właśnie, tam zostałem skrzywdzony!!! Nie dość, że nie dali mi więcej chrupek, to jeszcze tata wziął mnie na ręce i razem z inną panią przytrzymał, a druga pani (jej też nie lubię!) zrobiła mi KUJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Och, jak to okropnie bolało... Długo się jeszcze skarżyłem, nawet jak już do domu jechaliśmy (nie autobusem, tylko naszym własnym samochodem, nie wiem, skąd się tam wziął). Na osiedlu też opowiedziałem, co mi się przytrafiło. Uważam, że to nieludzkie, żeby tak traktować małe dzieci!
Kamilek też tam był w tym pokoju, ale jemu chyba KUJ nie robili, bo jakoś mało płakał. Pewnie tylko chrupek nie dostał...

Piękne popołudnie!

Ależ wczoraj było gorąąąąąąąącooooooooooooooo. Mamusia wróciła z pracy i... urządziła nam na balkonie BASEN! Wyobrażacie sobie to??? Do tej pustej piaskownicy nalała wody, rozebrała nas i pozwoliła się pluskać! Ale było fantastycznie! Nie wiem co prawda, po co nam włożyła te idiotyczne czapeczki, od razu jednak znaleźliśmy dla nich zastosowanie – moczenie ich i wykręcanie okazało się bardzo ciekawym zajęciem! Potem ja już troszkę zmarzłem i poszedłem do domciu (taki goluśki, trochę się wstydziłem, całe szczęście na podwórku nie było żadnej dziewczynki!), mamusia mnie ubrała i przyglądaliśmy się razem, co ten Andrzejek wyprawia. A on wyszedł z wody i zaczął biegać. Po tym śliskim balkonie! Bez bucików! I oczywiście się wywrócił... mocno płakał, więc mama musiała go przytulać... chrupki na szczęście poprawiły mu humor.

A jak tatuś wrócił z pracy, wpadł na jeszcze lepszy pomysł! Poszliśmy wszyscy na spacerek i to BEZ WÓZKÓW! Trzymałem mamusię mocno za rękę i maszerowałem. Andrzejek maszerował z tatusiem. Czasem się zatrzymał, żeby powąchać kwiatuszki. Taki spacer był po prostu niesamowity, zupełnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy nam się przyglądali! Potem pobiegaliśmy jeszcze chwilę pod blokiem (bo zapomniałem dodać, że obeszliśmy cały nasz budynek!!!), a potem... to już tylko chcieliśmy spać...

Kamilek

Zdjęcia można obejrzeć tutaj.

Spotkanie po latach - tym razem naprawdę!

Kiedyś, bardzo bardzo dawno temu, gdy zaczynaliśmy pisać ten pamiętnik, spotkaliśmy się u nas z obcymi dziećmi. Pisaliśmy o tym, nie wiem jednak, czy jeszcze to pamiętacie... A dzisiaj pojechaliśmy do... Karinki! Pamiętacie Karinkę??? Kiedyś była naszą narzeczoną, ale straaaaaaasznie dawno jej nie widzieliśmy!!! Niestety, trochę się tam na początku przestraszyliśmy, bo my nie za bardzo lubimy chodzić do innych domów... Na szczęście była mama i mogliśmy się schować u niej na rękach. Potem były jeszcze inne dzieci i musieliśmy się Karinką dzielić. Ona tak urosła, że w ogóle jej nie poznaliśmy! Był także Kubuś i Dominika. Ich też daaaaawno nie widzieliśmy... dziwne, jak te dzieci szybko rosną...

Okazało się, że Karinka ma bardzo dużo ciekawych rzeczy i oczywiście musieliśmy wszystkiego wypróbować. Najpierw postanowiłem obejrzeć jedno takie urządzenie. Tatuś mi trochę wytłumaczył, jak to działa, podpatrzyłem też u Kubusia (on też się bardzo zmienił...) - i już mogłem się bawić! To była KOSIARKA. Z taką kosiarką można chodzić po trawie, a ona wtedy staje się krótka. Dobrze, że w ogóle pojechaliśmy do cioci Magdy, bo dzięki nam i Kubusiowi przynajmniej ma wystrzyżony trawnik. Karinka ma też całkiem profesjonalny brymbrym. My takiego nie mamy. Najciekawsze jest to, że ma on z tyłu takie jakby wiaderko, do którego można wkładać kamyczki, trawkę lub szyszki! A właśnie, szyszki! Widziałem je pierwszy raz. To takie śmieszne coś, nie jak kamyki, bardziej miękkie, można tym rzucać, wkładać do wiaderka, nosić, wrzucać do piaskownicy. Bardzo są przydatne. Kamil to nawet w ciocię Magdę rzucił! I trafił! Trochę była zaskoczona, ja - ani trochę, przecież on stale trenuje...

Kolejny sprzęt, którego nie znałem, to TACZKA. Taki śmieszny wózek, z jednym kółkiem. Wózek też tam był, a w nim - lala! Ja się lalkami nie bawię, ale Kamilek trochę ją ponosił. A ta lala taka dziwna, cała ciemna, jak czekoladka. Ja zająłem się wózkiem. Zawiozłem go do domku, Karinka mnie tam zaprosiła. Ale nic tam ciekawego nie było... nawet usiąść nie ma na czym... Kamilowi po jakimś czasie znudziło się z nami - bo cały czas byliśmy na dworze, w ogródku, z pięknie przystrzyżoną trawką. Zabrał więc swoją butelkę (albo moją, ja nigdy nie wiem, czy on mi przypadkiem nie wypija mojego kompotu!) i poszedł do domu, żeby posprzątać. Brudno było bardzo, Kamilek szorował podłogę i meble! A potem znaleźliśmy odkurzacz, bardzo żałuję, że nie mamy takiego w domu, czasem moglibyśmy mamie pomóc, żeby nie mówiła, że tylko bałaganimy...
W ogóle uważam, że wycieczka była bardzo udana. Bawiliśmy się trochę z Karineczką, miała takie śliczne spineczki!

Zdjęcia są tutaj.

Verde

Stowarzyszenie "Internetowy Klub Bliźniaka" jest Organizacją Pożytku Publicznego.
Przekaż 1% podatku na bliźnięta.

Copyright © 2003-2008 blizniaki.net