Świat według bąbli, Odcinek 111
czyli list do Mikołaja, grudzień 2007 r.
Minęły nasze urodziny, nadszedł grudzień, a wraz z nim pewne obowiązki - pieczenie ciasteczek, robienie łańcuchów i przede wszystkim - pisanie LISTU do Mikołaja.
Kamil uporał się z tym szybko, nawet dokładnie wiedział, co chce dostać, nie na darmo spędził pół wieczoru na allegro, przeglądając możliwe prezenty. Wybrał sobie dwie gry no i gogle, bo przecież mamy jechać w zimie na narty, a gogle są nam niezbędne.
Natomiast ja... kompletnie nie wiedziałem, co mam zamówić. Gra to nuda. Książki - jeszcze nudniejsza nuda. Pianino, pianino, hm, ale jak Mikołaj wsadzi do worka pianino, w końcu nie jest to drobiazg! Mama naciskała, skarpety wisiały, pierniki przygotowane, a ja bez listu! Oczywiście wyobraziłem sobie, że jako jedyny na całym świecie nie dostanę żadnego prezentu, bo skąd Mikołaj ma wiedzieć, co mi przynieść, jeśli nawet ja tego nie wiem...
Siadłem więc prędko do biurka, napisałem, co mi przyszło do głowy i narysowałem piękne sanie z reniferem. A co, niech Mikołaj wie, że się staram! Ten pierwszy to mój list, a kolejny - to list Kamila.
Rano skarpetki nie były jakoś szczególnie przepełnione. Mikołaj zeżarł wszystkie pierniczki, a nam przyniósł grę w zegary i LIST. Napisał tam, że żałuje, iż nie ma takich pięknych sań! I bardzo by chciał takie mieć! A z tymi goglami to postara się pod choinkę.
Myślę, że trzeba mu wierzyć. Na imprezie z Mikołajem w Klubie Bliźniaka spytałem go na wszelki wypadek, czy dostał mój list i pamięta o goglach. Trochę się zmieszał, ale powiedział, że list na pewno gdzieś ma.
Mikołaju, jestem grzeczny i staram się robić to, o co rodzice proszą. Więc i ty się postaraj...
A czy Wy napisaliście już listy do Mikołaja?
Andrzej Tkacz




