"Podwójny Uśmiech"
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Bliźniaczki przedszkolaczki

Trudne poranki

Jest taka książeczka "Kamyczku, pospiesz się!" Rodzice zaspali, Kamyczek się bawi, tata na niego krzyczy, bo nie idzie się ubrać, mama na niego krzyczy, bo synek zamiast jeść śniadanie - idzie się ubrać. Kamyczek płacze, do tego kot wywala doniczkę, Rózia jest chora. Jednym słowem - beznadzieja.

Znacie takie poranki? Kiedy ostatnio coś podobnego było Waszym udziałem?

Jak możemy pomóc dzieciom w porannym wstawaniu i szykowaniu się do przedszkola? Zwłaszcza teraz, późną jesienią i zimą wstawanie jest wyjątkowo trudne. Na dworze szaro, mglisto, ponuro, a wy musicie się spieszyć.

Dzisiaj rano miałam taki poranek. Chłopcy nie mogli się dobudzić, co jest rzadkością, bo zwykle wstają bez problemów ok. 6.30 (najczęściej ma to niestety miejsce w soboty i niedziele). Zdaję sobie sprawę, że niedospany Andrzejek i marudny Kamilek to mieszanka wybuchowa, w każdej chwili może dojść do awantury, kłótni, histerii i płaczu. Muszę być wtedy niezmiernie delikatna, cicha i spokojna, co niestety nie jest ani proste, ani oczywiste - w końcu też najczęściej kładę się późno, a wstawanie o 6 rano nie należy do moich ulubionych zajęć.
Jak więc postępować, aby poranek nie był najgorszy z możliwych i aby nie spóźnić się za bardzo do pracy?

  • wstań trochę wcześniej - ja staram się wstawać ok. 20 min przed dziećmi, dzięki czemu mam czas na w miarę spokojny prysznic, zrobienie kawy i kanapek do pracy, a także przygotowanie śniadania dla siebie.
  • jeśli dzieci nie obudzą się same (może masz takie śpiochy, które lubią sobie rano dłużej poleżeć - u nas jest to sytuacja sporadyczna) - idź do ich pokoju, po ciemku jeszcze zacznij budzić (cichym, spokojnym głosem), poprzytulaj jedno i drugie. U nas najlepszym "popędzaczem" jest groźba niejedzenia śniadania - "możecie sobie jeszcze troszkę poleżeć, ale śniadanie zjecie w przedszkolu". Wtedy chłopaki natychmiast się budzą i biegną do kuchni, szykować swoje ukochane kulki i płatki z mlekiem. Może to niezbyt zdrowo, ale rano absolutnie nie mam siły na kłótnie o śniadanie. W zimie nie powinno się też wychodzić z domu z pustym brzuszkiem - nawet jeśli dzieci jedzą śniadanie w przedszkolu, niech rano wypiją w domu chociaż kubek mleka albo kakao.
    Ciekawa sprawa - w przedszkolu pani prosiła, aby dzieci nie jadły śniadania w domu, gdyż potem nie chcą nic jeść w przedszkolu. W poradach, jakie znalazłam w internecie, absolutnie zalecają spożywanie śniadania. Jak widać, opinie mogą być różne. Ja mam pewność, że bez płatków i kulek rano miałabym mega-histerię, a dzieci w przedszkolu i tak zjedzą to, na co będą miały ochotę.
  • ustal stały, powtarzalny rytm dnia. Powtarzam to zresztą w wielu sytuacjach - dzieci lubią schematy, chętnie się do nich przyzwyczajają i wszelkie odstępstwa są dla nich trudne do zaakceptowania. Andrzej i Kamil znają nasz rozkład poranka - wstajemy, idziemy do łazienki, jemy śniadanie, oglądamy bajkę, ubierając się w tym czasie, myjemy zęby, ubieramy się i wychodzimy. Taki schemat wymaga poświęceń - trzeba wstać odpowiednio wcześnie. Ale za to przy bajce dzieci mogą troszkę poleżakować, a ja mam dodatkowe 20 minut na spokojne ubieranie się i makijaż.
  • w miarę możliwości przygotuj ubrania dzień wcześniej. Co prawda nie potrafię wybrać wieczorem stroju dla siebie, ale dla dzieci przygotowuję (przynajmniej w myślach) ubranka na kolejny dzień. Dzięki temu mam 5 minut więcej, gdyż nie biegam i nie szukam skarpetek, spodni, bluzek.
  • dobrze jest podzielić poranne obowiązki między mamę i tatę, ale nie zawsze jest to możliwe. Mój mąż często pracuje do późna i rano staram się dać mu trochę pospać - przez to mam jednak więcej na własnej głowie... Z drugiej strony tata, nie uczestnicząc w naszych wspólnych porankach, wprowadza nam trochę zamieszania (i swoich komend), do czego chłopcy nie są przyzwyczajeni - wtedy też niestety dochodzi do płaczu.

Bardzo lubię nasze wspólne poranki, gdy możemy się poprzytulać, nawet jeśli ma to miejsce na kuchennym krzesełku. W drodze do przedszkola (wychodzimy z domu ok. 7.40, spacer zajmuje nam ok. 15 minut) opowiadamy sobie różne rzeczy, śpiewamy (ostatnio np. uczyliśmy się kolęd!), dyskutujemy. Gdy nie odprowadzam chłopców do przedszkola (bo pada i dzieci jadą z tatą samochodem, albo gdy są chorzy i zostają w domu) - mam co prawda więcej czasu, ale czegoś mi brakuje. Chyba że akurat chłopcy są w fazie histeryzowania i ciągnę za sobą jednego z synów, zapłakanego i szlochającego, aż się za nami wszyscy oglądają...

U nas oczywiście zdarzają się marudne poranki, ale na to specjalnie nie mam lekarstwa... Staram się, aby było ich jednak jak najmniej. Jak budzę dziewczyny, zawsze to robie z uśmiechem na ustach, sadzam je na nocniki, daję butle z kawą inką, ubieram i śpiewam im piosenki czy mówie wierszyki, żeby odwrócić ich uwagę od "marudzenia". A jak mają zły humor, to niestety mamie też się udziela i jest zła od rana, ale jak tylko przekroczą próg przedszkola, pojawia się uśmiech na ich ustach i jest ok. (Agnieszka, mama Wiktorii i Natalii)

Oto jak wyglada u nas blady swit, 6.30-7.05):
1) wyjmuję pierwsze dziecko z łóżka (najczęściej jest to Daniel, bo on ma naturę skowronka: budzi sie błyskawicznie i od razu usmiecha). Daję butlę ciepłej kaszy. Kładę na podłodze i ubieram w ULUBIONE ubranka. Przy koszulce z zajączkiem Daniel lekko sie uśmiecha, przy spodniach z pociągiem jest zadowolony, przy bluzie z cieżarówką jest wniebowzięty.
2) Razem z Danielem idziemy po Martę. Marta dostaje kaszę, ląduje na podłodze, Daniel z poważną miną podaje mi poszczególne części garderoby siostry. Marta się na ogół nie uśmiecha, ale też nie marudzi. Biedna leży na tej podłodze i stara się jeszcze nieco pospać.
3) Pozwalam zabrać do żłobka co chcą, to ich utrzymuje w dobrym nastroju. (Do tej pory zawsze szliśmy z traktorem na sznurku, ale niedawno Daniel go upuscił i ku mojej uldze traktor rozsypał się w drobny mak.)
4) Zakładamy sterty ubrań zimowych. Ja się pytam: kto włącza windę? Dzieci wybiegają z domu na wyścigi. Daniel po drodze targa worek ze śmieciami (potem opowiada: "ja bardzo pomagam w domu").
5) Najpierw idziemy komisyjnie wyrzucić śmiecie, potem ładujemy się do taksówki i do żłobka. Ewentualne marudzenie zaczyna się w taksówce lub przy wejściu do żłobka: ja nie chcę do dzieci, ja nie chcę do dzieci... Ale i tego jest coraz mniej.
Rano bardzo uważam, aby się z dziećmi nie spierać, są za bardzo zaspani, aby stawiać wygórowane zadania, a te drobne są do spełnienia. Staram się, aby nie było atmosfery pospiechu, gdybym je popędzała (czytaj zdenerwowała), to zaczęłyby się ryki i nigdy byśmy nie wyszli. Chwalę ich, caluję i przytulam, mówię, że bardzo mi pomagają i są tacy dzielni. (Bo rzeczywiscie są.)
(Iwona, mama Marty i Daniela)

Copyright © 2003-2019 blizniaki.net.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia właściciela strony.
Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody właściciela strony.