"Podwójny Uśmiech"
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Bliźniaczki przedszkolaczki

Debiut przedszkolny

W wieku przedszkolnym pojawia się pierwsza możliwość, aby każde z bliźniąt miało swój własny krąg przyjaciół. Zanim chłopcy poszli do przedszkola obserwowałam ich czasem na placu zabaw z lekkim przerażeniem - odnosiłam bowiem wrażenie, że inne dzieci wcale nie były im potrzebne do szczęścia, ba, wręcz im przeszkadzały.

Dlatego niemożliwym wydało mi się rozdzielenie ich w przedszkolu. Mimo że zależało nam na tym, aby chłopcy bawili się także z innymi dziećmi, doszliśmy do wniosku, że odrębne grupy w przedszkolu nie wchodzą w rachubę, gdyż chłopcy będą za sobą bardzo tęsknić. Rozdzielanie bliźniąt na siłę uważałam bowiem za barbarzyństwo. I co prawda wiele niemieckich poradników wskazuje na taką możliwość, czy nawet konieczność - nigdy nie byłam do tej myśli przekonana.

Oczywiście życie zdecydowało za nas. 31 sierpnia Kamilek pochorował się, dostał wysokiej temperatury, więc o przedszkolu nie mogło być mowy. Za to Andrzejek - wcale nie zamierzał z "piećkola" rezygnować. Upierał się, że pójdzie sam. Trochę mieliśmy obaw, byliśmy zdecydowani zabrać go jednak, gdyby się okazało, że nie chce zostać bez brata. Okazało się jednak, że nasze wątpliwości były nieuzasadnione. Andrzejek doskonale bawił się w nowym środowisku. Dopiero drugiego dnia, gdy brata nadal nie było, był trochę smutny i powtarzał, że "Kamilka nie ma". Gorzej przeżył to Kamilek - nie dość, że chory, to jeszcze sam w domu (z opiekunką), osowiały i - jego zdaniem - niesłusznie ukarany. Przedszkole jawiło mu się jako ziemia obiecana, pełna nowych "zabawków i autów", o których z wielkim przejęciem opowiadał mu brat.
Trzeciego dnia do przedszkola pobiegli razem (mimo że Kamilek miał zostać jeszcze w domu - nic nie mogło zmienić ich decyzji!), szczęśliwi i uśmiechnięci! Z jednej strony wiem, że takie rozdzielenie ma swoje zalety, ma tez jednak dużo wad.

Rodzice uważają najczęściej, że bliźniąt w przedszkolu nie powinno się rozdzielać. Dla mnie największą wadą rozdzielenia byłby smutek w oczach moich dzieci, które nie tęsknią za mamą lub tatą, ale za bratem bliźniakiem. Wydaje mi się, że jak długo jedno dziecko nie pozostaje w cieniu drugiego, nie jest przez brata lub siostrę zdominowane - należy im pozwolić na czerpanie korzyści z bycia razem. Dla większości dzieci debiut przedszkolny jest i tak wystarczająco trudny - rozdzielenie na pewno im go nie ułatwi. Na szczęście (przynajmniej dla większości) temat ten rzadko pojawia się w naszej rzeczywistości, bo w polskich przedszkolach po pierwsze nie ma wymogu rozdzielania bliźniąt do różnych grup, a po drugie - najczęściej nie ma dwóch równoległych grup wiekowych. Nawet zdaniem opiekunek przedszkolnych rozdzielanie bliźniąt jest błędem, gdyż dzieci są zbyt mocno związane ze sobą emocjonalnie.

W jaki sposób możemy dzieciom ułatwić debiut przedszkolny?

  • Dobrze jest porozmawiać z wychowawczynią, gdyż nie wszystkie opiekunki miały kiedyś do czynienia z bliźniętami. Zwróćmy uwagę na specyfikę bliźniąt, a także na różnice między dziećmi (jeden je zupę mleczną - drugi jej nie tknie itp.)
  • Ubierajmy dzieci inaczej, aby ich nie mylono.
  • Zwróćmy uwagę opiekunek, aby mówiły do dzieci po imieniu, a nie w liczbie mnogiej, czy też po prostu „bliźnięta”.
  • Poprośmy opiekunki, aby dzieci nie były sadzane obok siebie - niech inne dzieci widzą je jako "Andrzejka" i "Kamilka", a nie "bliźniaki" czy też "AndrzejekKamilek".

W naszym przedszkolu powitano nas okrzykiem "ach, my tak bardzo lubimy bliźnięta, już dawno żadnych nie było!". Nie spotkałam się nigdy z tym, żeby panie mówiły do chłopców lub o chłopcach w liczbie mnogiej - zawsze zwracają uwagę na to, co który z nich robi czy je. Nie mówią też o nich czy do nich "bliźnięta", o co wyraźnie prosiłam. Ze swojej strony starałam się ułatwić wychowawczyniom kontakt z moimi synkami - ubieram ich w różne ubrania, początkowo nawet zgodnie z sugestią jednej z nich, żeby Andrzejek nosił coś niebieskiego, zanim nauczą się ich rozpoznawać. Widzę, że wychowawczynie zwracają uwagę na to, aby chłopcy nie robili wszystkiego razem, przede wszystkim dlatego, że razem się nakręcają i wygłupiają - Andrzej i Kamil jedzą więc przy oddzielnych stolikach, na spacery wychodzą w parach z innymi dziećmi, także na rytmice nie tańczą ze sobą. Gdy pytam ich, kogo wybrali podczas zabawy do kółeczka - prawie nigdy nie pada imię brata. Planują także oddzielne zaproszenia na swoje urodziny. Bardzo mnie to cieszy, bo widzę, że mimo wspólnej grupy mają oddzielnych przyjaciół.

Ktoś mógłby spytać - a co złego jest w tym, że nasze dzieci są w przedszkolu atrakcją, że mówi się o nich "bliźniaki" (to potoczne słowo), że bawią się tylko razem? Niby nic. Ale... zatraca się gdzieś ich wyjątkowość. Prawdę mówiąc jestem o wiele bardziej zadowolona, gdy dowiaduję się, iż Andrzej nie jadł zupy mlecznej, bo nie lubi, natomiast Kamilek zjadł dwie porcje. I bardzo nie spodobał mi się fakt, że raz Kamilek nie dostał zupy mlecznej, bo pani woźna (na jej usprawiedliwienie dodam, że był to jej 2 dzień w pracy) stwierdziła, że skoro jeden nie je, drugi na pewno też nie będzie chciał. Kamilka to zasmuciło, nie miał jednak odwagi, żeby się upomnieć. Przykład może banalny, ale oddający w pewnym stopniu wagę problemu.

Dlatego rekomenduję Wam - zwracajcie uwagę innych, pamiętajcie sami o tym, że nasze bliźnięta to nie połówki jednej całości - to dwie odrębne istotki, o indywidualnych potrzebach i przekonaniach. Im wcześniej uświadomimy to im i sobie - tym łatwiej będzie nam to przychodzić.

Copyright © 2003-2019 blizniaki.net.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia właściciela strony.
Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody właściciela strony.