"Podwójny Uśmiech"
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Wychowywanie bliźniąt

Biegające bliźnięta

Opisania tego tematu podjęłam się dopiero po ukończeniu przez chłopców 18 miesięcy!... Tyle czasu na to czekałam... wczytywałam się w wypowiedzi innych mamusiek, zazdrościłam im. Wiele osób mnie "pocieszało" - poczekaj, nie ciesz się tak, dopiero jak zaczną chodzić, to będziesz się z nimi miała... A ja nie mogłam się doczekać. Bąble nie chciały chodzić i już.

Raczkowały ponad pół roku! Umiały się dostać wszędzie na czterech kończynach, problemy rozpoczynały się na dworze, gdy nie chciały siedzieć w wózku, nie chciały chodzić za rączkę, tylko się tytłały w błocie... Pozdzierane kolana, wiecznie brudne spodnie, pościągane, pielucha na wierzchu, brudne rękawy...
Wreszcie dzieci postanowiły ruszyć przed siebie tak, jak to przewidziała ewolucja. Pomalutku, spokojnie, bez upadków, potknięć, wywrotek. Czasem jeszcze im się zdarza paść na łapki - ale są to sporadyczne przypadki. Natomiast spacerki... Przez tydzień, może dwa niania skarżyła się, że Andrzejek jej ucieka. Kamilek był na to za powolny i za ostrożny. Mnie Andrzejek nie uciekał nigdy. Może się bał, że mama go zostawi na podwórku i sobie pójdzie?

Moje spostrzeżenia dotyczące spacerków z chodzącymi bliźniakami:

  1. przydałaby się trzecia ręka (jedną prowadzimy jedno dziecko, drugą drugie, wózek pchamy brzuchem ). Moje bąble najczęściej nie chcą chodzić same, od razu łapią mnie za rękę, i to nawet teraz, gdy mają ponad 2,5 roku, z wózka zaś prawie nie korzystamy.
  2. bliźnięta najczęściej chodzą w różnych kierunkach - jak już puszczą rękę mamy.
  3. nie wypowiadamy przy dzieciach siedzących w wózku słowa POBIEGAĆ (w przeciwnym razie natychmiast musimy je wyjąć z wózka i umożliwić pobieganie...)
  4. zbieramy patyczki, pety, pudełeczka itd. z drogi.

Prawdę powiedziawszy - mam same pozytywne odczucia! Nareszcie możemy iść do samochodu bez wózków, dzieci idą na własnych nóżkach, my niesiemy torby, za jedną rękę prowadzimy dzieciaczka. Jest to zdecydowane ułatwienie. Poza tym do ok. 2 roku życia moje dzieci były wiecznie zajęte chodzeniem. Czynność chodzenia tak je pochłaniała, że nie miały czasu na nic innego (chyba ze na oglądanie Teletubbis). Jedna dobra rada: pozwalamy dzieciom biegać tak długo, aż się zmęczą i bez protestów pozwolą posądzić do wózka. W przeciwnym razie wracamy do domu z wijącymi się jak piskorze szkrabami powodującymi hałas godny lądującego samolotu...
Nie wiem, może tylko ja patrzę na to tak optymistycznie. Moim zdaniem jednak chodzące bliźnięta to nic strasznego!

Czasem jednak... niech nie przyjdzie Wam do głowy wybrać się z półtorarocznymi dziećmi na spacer bez wózka! Ja wpadłam na taki pomysł rok temu na działce. Bez wózka, bo zajmuje dużo miejsca (każdy rodzic bliźniaków, nie posiadający ciężarówki, wie, o czym mowa). No i te kółka, które kompletnie nie nadają się na polne drogi... Jeździliśmy bez wózków, narażając się na problemy przy zasypianiu (prawie obce miejsce) i spacerowaniu właśnie. Ponieważ jednak w mieście moje bąbelki tak pięknie chodziły na spacerki - i to długie! - bez wózka, postanowiłam się z nimi przejść wzdłuż działek. Jeden za jedną rękę, drugi za drugą. Idziemy. Tup, tup, tup - dzieci dzielnie maszerują. Andrzejek chce sam, proszę bardzo. "Bez trzymanki". Idziemy. 50 metrów, 100, 150... Kamil nagle siada na środku drogi z miną "dalej się nie ruszam!" Biorę go na ręce. Jędruś na szczęście współpracuje i idzie sam. Całe 20 metrów. Potem patrzy na mnie i brata z wyrzutem i ... siada. "Radź se matka sama!" Biorę i jego na rękę i targam w upale zaśmiewające się 22 kilogramy. "Już wracacie?" - to kochany małżonek.

Dobra rada (o ile nie marzy się o wyglądzie Szwarzeneggera): nie wybieraj się z początkującymi w nauce chodzeniabliźniakami na spacer bez wózka lub dodatkowej pary rąk. A już na pewno nie w upale!

Moi 2,5 letni chłopcy z wózka prawie nie korzystali, biegali na dłuuugie spacery, uwielbiali jeździć autobusem, chodzić po osiedlu, placach zabaw, parku, mieście... Nawet do Zoo raz się z nimi wybrałam - autobusem, tramwajem, bez wózka - maszerowali dzielnie przez kilka godzin! Dopiero pod sam koniec kazali się nosić, na szczęście na zmianę. Ten, kto organizował Warszawskie Zoo, dobrze wiedział, co robi - na samym końcu jest wabik w postaci misia polarnego.

Copyright © 2003-2019 blizniaki.net.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia właściciela strony.
Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody właściciela strony.