"Podwójny Uśmiech"
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Bliźniaczki niemowlaczki

Gdy człowiekowi nic nie dolega... to chce żyć jak inni

Rozmowa z Asią, mamą wcześniaków

Gdy ciąża przebiega prawidłowo i nic ci nie dolega, ciężko się pogodzić z myśla, że coś mogłoby pójść nie tak. Asia czuła się doskonale przez całą ciążę, jedynie w 9 tygodniu z powodu plamień trafiła na tydzień na oddział patologii. W 20 tygodniu podczas badania USG lekarz wysłał Asię do szpitala z profesjonalnym oddziałem OION, aby w razie przedwczesnego porodu można było uratować dzieci. Dzięki temu, gdy w 29 tygodniu zaczęły jej się sączyć wody, w szpitalu na Karowej znalazło się dla niej miejsce.

Czy przed porodem widziałaś oddział z inkubatorami i wcześniakami?

Jak większość społeczeństwa, na filmach i w gazetach oraz innych mediach, nigdy w bliska, ale nie sądzę, że wywarłyby na mnie wrażenie... To trzeba przeżyć osobiście - to zapierające dech tykanie pulsometru, zapach "lekarsko-dezynfekcyjnej"chemii, wszędzie aparatura i małe, niepodobne do rozkosznych bobasów ciałka dzieci.

W jaki sposób rozpoczął się poród?

O 3 w nocy zaczęły mi się sączyć wody, było to lekkie sączenie się, jak wstawałam co 2-3 godziny zaniepokojona tym faktem. Około godz. 11 byłam w szpitalu, dopiero polanie wkładki odczynnikiem potwierdziło, że to wody, lekarka nie była bowiem pewna. Później mnie zbadano i z worka wód niżej położonego dziecka chlusnęło jak z cebra. Niewątpliwie to wpłynęło na szybki postęp porodu - za jakąś godzinę na oddziale miałam już poważne skurcze, których jednak nie czułam tylko wyłapywał KTG. Podejrzewam, że gdyby mnie wtedy nie zbadano, poleżałabym w szpitalu dłużej niż dobę. Z drugiej strony dziecko bez wód odczuło stres przedporodowy i miało w miarę wykształcone płuca, dzięki czemu było intubowane jedynie 1,5 doby, podczas gdy "górne dziecko" spędziło pod respiratorem około półtora miesiąca, ponieważ w czasie porodu zostało wyrwane z głębokiej nieświadomości. Następną dobę spędziłam prawie bez ruchu pod KTG, bez jedzenia, po kilkunastu godzinach leżenia dostałam ampułkę chyba soli fizjologicznej do picia, ale nie jestem pewna. Nie było mowy o wstawaniu do toalety, poprawieniu pozycji, itp. ponieważ dzieci kopały w peloty, te spadały, zapis był często urwany, w karcie szpitalnej (teoretycznie niedostępnej dla mnie) napisano, że to moja wina, że jestem niezdyscyplinowana.
W międzyczasie dostawałam fenoterol i sterydy na rozwój płucek dzieci (chyba udało się z 3 dawkami, co 6 godz.). Następnego dnia miała być cesarka, odstawiono więc fenoterol, miałam skurcze. Później zapis na KTG się poprawił, lekarze zmienili więc decyzje, żeby nie robić cesarki. Ponownie dostałam fenoterol - tak mi serce waliło po nim, że nie mogłam rozmawiać przez telefon. Nagle u "dolnego" dziecka z mniejsza ilością wód zanikło tętno, akurat przypadkowo była przy mnie pielęgniarka. W ciągu kilku sekund byłam na sali, pielęgniarki i lekarze byli już na miejscu, dostałam znieczulenie - pod wpływem stresu i fenoterolu dosłownie skakałam całym ciałem na łóżku, nie byłam w stanie tego opanować, a przecież przy wbijaniu igły w kręgosłup trzeba leżeć nieruchomo... Jeszcze mnie nie zakryli parawanem a już cięli, słyszałam przekleństwa, wrzaski lekarza, który mnie operował, później pokazano mi dzieci, trzymano je w jednej dłoni i kazano mi na nie popatrzeć przed zaintubowaniem i wywiezieniem na OION). Zszywano mnie już w spokojnej atmosferze, chociaż za mną kolejna kobieta czekała na cesarkę.

Czy ktoś cię poinformował, z czym wiąże się przedwczesny poród, jakie mogą być jego konsekwencje dla dzieci?

Prasa i inne dla kobiet w ciąży, może szkoła rodzenia, bezpośrednio przed porodem zagadywałam lekarzy, ale nie poświęcali mi za dużo uwagi. Chociaż gdy podczas długiego badania USG po 20 tyg. ciąży spadło mi tętno i wysłano mnie do szpitala. Tam lekarz, który w czasie mojego pobytu w 9 tyg. na patologii wciskał mi swoją wizytówkę, kazał mi natychmiast udać się na Karową i zapisać do lekarza prowadzącego ciąże mnogie. Powiedział wprost: "zacznie Pani rodzić być może w 30 tyg., przyjdzie Pani do nas, a my nie uratujemy Pani dzieci. Ma Pani być tam, gdzie są ku temu warunki". Tego samego dnia pojechałam na Karową, wyznaczono mi wizytę za tydzień. Dzięki leczeniu na Karowej było dla nas miejsce, inkubatory i respiratory w krytycznym momencie.

Jaki był stan dzieci po urodzeniu?

Chłopcy dostali po 5 i 6 pkt. w skali Apgar w czasie porodu, wydawali z siebie odgłosy przypominające odgłosy kaczek, waga: 1150 g (39 cm) i 1270g (37 cm). Po porodzie natychmiastowa intubacja i szybkie zdjęcia RTG dla sprawdzenia istnienia i stanu organów wewnętrznych. Moje dzieci nie miały pomimo wszystko żadnych wyjątkowo skomplikowanych przeżyć wcześniaczych, jedynie Mirek cierpiał na dysplazję oskrzelowo-płucną, przez którą trudno odłączyć dziecko od respiratora. Zalegająca flegma po odjęciu ciała obcego podsuszała go, długo nie działał na nią żaden antybiotyk.

Kiedy mogłaś porozmawiać z lekarzami o stanie dzieci?

Po porodzie (około 22.00) obiecano mi, iż w nocy poinformują mnie o stanie dzieci, niestety musiałam na to czekać do przyjścia mojego męża następnego dnia. Później codziennie przez 2 miesiące dowiadywałam się po obchodzie/badaniach porannych o stan dzieci, ale lekarze uważają, że takie wcześniaki są nieobliczalne i nie wychylają się z żadną informacją, bo boja się konsekwencji obietnic.

Czy mogłaś przebywać na oddziale noworodkowym?

Zarówno na OION, jak i na oddziale wcześniaków cały dzień oprócz badań dzieci i "toalety" małych pacjentów ( co 3 godz.). Zarówno ja, jak i mąż mogliśmy zmieniać pieluchy w inkubatorze, karmić po opuszczeniu inkubatora. Mogliśmy też pieścić i dotykać dzieci (ciągle przez ten sam otwór inkubatora) ze śpiewem włącznie.

Czy informowano Cię o lekach, które dostają dzieci, o badaniach jakie wykonano?

Oczywiście, aczkolwiek wiedza ta niewiele daje, jeśli nie zna się na farmacji i oddziaływaniu różnych substancji. Wcześniaki dostają cała masę leków, 3 antybiotyki "z urzędu", dziecko pod respiratorem dostaje także leki uspokajające. Czasami dotykałam Mirka, podszczypywałam nawet, ale nic nie czuł naszpikowany chemią, żeby nie ruszać się pod respiratorem i nie narażać na uraz wewnętrzny.

Czy mogłaś zostać w szpitalu razem z dziećmi?

Ja wyszłam ze szpitala po 5 dniach (notabene z grypą), a dzieci miały jeszcze zostać co najmniej 2 miesiące, więc nawet nie pytałam o taką możliwość. Chciałam, żeby inni mieli taką jak ja szansę leczenia. Wspominany szpital jest bardzo oblegany.

Jak długo chłopcy przebywali w inkubatorach?

Do osiągnięcia wagi około 1,700 kg, kiedy to dzieci utrzymują temperaturę ciała, jakieś 1,5 miesiąca po porodzie.

A jak było z karmieniem naturalnym? Próbowałaś karmić piersią?

Próbowałam od czasu wyjścia dzieci z inkubatora przez kolejne 1,5 miesiąca, niestety mimo spędzania przy piersi całych godzin, chłopcy nie potrafili ssać - z butelki leci łatwiej. Poszłam nawet do szpitalnej poradni laktacyjnej, gdy dzieci były w inkubatorach, teoretycznie wiedziałam więc, co należy robić. Kwestią w takich przypadkach jest pokonanie kryzysu laktacyjnego po pierwszym i trzecim miesiącu. Z pierwszym mi się udało, później już nie...

Jak często karmiłaś?

Na początku tak często jak jadły w szpitalu, później chciały ciągle jeść i jeść, i takimi żarłoczkami już zostały. Raz próbowałam karmienia jednoczesnego, ale nie bardzo mi to wyszło.

Czy poinformowano Cię, że wcześniaki mogą mieć bezdechy, problemy z koordynacją połykania pokarmu i oddychania? Czy ktoś pokazał Ci jak się w takiej sytuacji zachować?

Oczywiście, po 2 miesięcznym pobycie na oddziale wcześniaczym i oiomie to oczywiste, ale moim dzieciom się takowe nie zdarzały.
Szpital zdyskredytował w moich oczach monitory oddechu, wypróbowywali różne polecane przez wiele firm. Nawet po 5 minutach nieobecności dziecka (kąpiel) na materacyku, monitory nie sygnalizowały braku oddechu!

Do jakich specjalistów chodziliście?

Uczęszczaliśmy do poradni przyszpitalnej dla wcześniaków do bilansu dwulatka. Odwiedziliśmy wszelkich specjalistów: okulistę, neurologa itd. Dzięki temu, że to szpital zapisywał na takie konsultacje, nie musieliśmy czekać na wizyty (na przykład na drugi dzień po wyjściu dzieci ze szpitala miałam konsultacje okulistyczną w Centrum Zdrowia Dziecka) i były one w ramach Kasy chorych, co jest ważne przy tylu wizytach z dwójką dzieci.
Od 3 do 7 miesiąca chłopcy byli też rehabilitowani (2 razy w tygodniu po pół godziny).

Czy kupowałaś ubranka w rozmiarze mniejszym niż 56?
Nie, w ogromie przygnębienia to byłaby jakaś fanaberia wg mnie.
A maleńkie pieluszki jednorazowe?

Też nie, w szpitalu serwowano dzieciom najmniejsze, ale standardowe, dostępne na rynku.

Nie bałaś się zajmować tak maleńkimi dziećmi?
Nie, nigdy się nie bałam, miałam z nimi kontakt od początku.
Co doradzałabyś innym mamom wcześniaków?

Podporządkowanie swojego życia dzieciom, co najmniej w ostatnim trymestrze ciąży, wyciszenie i myślenie tylko o swoim i dzieci zdrowiu ( wspomnę tylko że jeden z lekarzy miał dla mnie taką dobrą radę podczas jednego z pierwszych USG: "ma Pani teraz jedną misję: dotrzymać ciąże tak długo jak tylko można". Cały czas miałam to na uwadze, robiłam co mogłam, uważałam na siebie, ale może można było lepiej...?).
Po swoich doświadczeniach starałabym się leżeć możliwie często i uodpornić na wszędobylski stres. Niestety, ze względu na prawidłowy przebieg ciąży miałam od lekarza prowadzącego (specjalista od ciąż mnogich w znanym warszawskim szpitalu) wskazanie do "umiarkowanego" udziału w ćwiczeniach podczas zajęć w szkole rodzenia ze względu na hipotetyczną możliwość porodu naturalnego (ciekawe, poprzeczne położenie jednego z bliźniaków ewidentne i nieodwracalne wtedy już wykluczało tę możliwość).
W dniu poprzedzającym noc, kiedy zaczęły odchodzić mi wody posprzątałam umiarkowanie mieszkanie, byłam w centrum na szkole rodzenia, podczas której ćwiczyłam wg wskazówek lekarza, a wieczorem ktoś z bliskiej rodziny doprowadził mnie do szału, nie dając odwieźć się od wizyty u mnie po niedawno przebytej grypie, podczas gdy całą ciąże chroniłam się przed wszelkimi zarazkami. Dziś ten mój "poprzedzający dzień" jest dla mnie szczytem głupoty, ale gdy człowiekowi nic nie dolega i nie ma świadomości zagrożenia ... to chce żyć jak inni.
No i bardziej optymistycznie, przeżyliśmy 2 miesiące niepokoju o zdrowie i życie dzieci (zwłaszcza na oiom-ie wspominano mi ciągłe o samomutujących się bakteriach, na które nie ma rady, zagrażających zdrowiu i wręcz życiu, loterią jest, które dziecko je złapie a które nie), nie wspominając o wszelkich kwestiach zdrowotnych od samodzielnego oddechu, przez wzrok, słuch i zdolności motoryczne, które okazują się później. Na szczęście akurat nasze dzieci z wcześniactwa wyszły bez śladu, w drugim roku życia zupełnie nie odróżniały się od innych dzieci. Dziś są wielkim szczęściem, a ich przedwczesne narodziny na pewno zmieniły nasze życie.

Dziękuję za rozmowę.

Copyright © 2003-2019 blizniaki.net.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia właściciela strony.
Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody właściciela strony.