"Podwójny Uśmiech"
Menu
Subskrypcja


Wyszukiwarka


System zarządzania treścią dostarczyła firma Hyh - tworzenie i projektowanie stron Katowice.

Bliźniaczki niemowlaczki

Nic nie wskazywało tak szybkiego rozwiązania

Rozmowa z Jagodą, mamą wcześniaków

Jagoda jest mamą Piotrusia i Krzysia, urodzonych w 32 tygodniu ciąży z niewydolnością oddechową, które prawie miesiąc spędziły w inkubatorach.

Jagoda, jak przebiegała Twoja ciąża?

Już na samym początku, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, czyli około 7 tygodnia, trafiłam do szpitala z powodu plamień. Po miesiącu, kiedy plamienia ustały, wróciłam do pracy. I tak przepracowałam do ok. 6 miesiąca ciąży. Do tego czasu czułam się bardzo dobrze, wszystkie wyniki badań były prawidłowe, jednak dojazdy do pracy i siedzenie przez 8 godzin przy biurku, stały się dla mnie dość uciążliwe i męczące. W 27 tygodniu trafiłam ponownie do szpitala z powodu podwyższonej krzywej cukrowej. Po tygodniu zostałam wypisana z zaleceniem stosowania diety, polegające na ograniczeniu węglowodanów oraz założenia krążka tzw. Pessar położniczy. Poród nastąpił po miesiącu od założenia pessara.

Czy przed porodem widziałaś oddział z inkubatorami i wcześniakami? Zwłaszcza, że przecież przez jakiś czas leżałaś w szpitalu?

Tylko w telewizji. Niestety oddział patologii noworodka nie znajdował się tam gdzie porodówka, a w zupełnie innym miejscu naszego miasta. Dlatego też nie zdecydowałam się na poród w mojej miejscowości. W czasie ciąży zbierałam informacje, w którym z miast sąsiadujących znajduje się szpital, gdzie taki poród byłby najbezpieczniejszy, a dzieci mogłyby otrzymać najszybszą pomoc.

W jaki sposób rozpoczął się poród?

W przeddzień porodu czułam się dobrze i nic nie zwiastowało tak szybkiego rozwiązania. O 3:00 nad ranem obudziłam się, żeby skorzystać z toalety ( wiadomo częsta przypadłość kobiet ciężarnych), jednak nim doszłam do łazienki odeszły mi wody płodowe. Pojechaliśmy z mężem do szpitala w Rybniku, które wybrałam wcześniej jako miejsce mojego porodu. Już w drodze miałam silne i coraz częstsze skurcze.

Czy podczas Twoich pobytów w szpitalu ktoś cię poinformował, jakie mogą być konsekwencje przedwczesnego dla dzieci?

Niestety nie pamiętam, aby ktokolwiek informował mnie o zagrożeniach wczesnego porodu. Informowano mnie tylko, że taki poród może nastąpić, jednak nic o jego konsekwencjach.

Tak wczesny poród to wskazanie do cesarskiego cięcia - a jak było u Ciebie?

Poród odbył się siłami natury. Zaraz po przyjęciu do szpitala, zrobiono mi USG. Okazało się, że dzieci są prawidłowo ułożone, wobec czego poród mógł się odbyć tylko w sposób naturalny.

Czy po porodzie widziałaś swoje dzieci?

Widziałam, jednak bardzo krótko, pierwszego malucha położono mi na piersi dosłownie na trzy sekundy, drugiego tylko mi pokazano i od razu został zabrany do zbadania.

W jakim były stanie?

Piotruś urodził się z wagą 1810 g., miał 43 cm, w 1 minucie otrzymał 7, w dziesiątej zaś 9 punktów Apgar. Krzyś ważył więcej, 1920 g, miał 44 cm, ale w 1 minucie dostał tylko 1 pkt. Apgar. Po 10 minutach było lepiej - 10 punktów. Obaj mieli niewydolność oddechową, podejrzenie RDS., niedokrwistość.
Krzyś dodatkowo miał niedotlenienie okołoporodowe oraz rozszczep podniebienia wtórnego. Ze względu na stan zdrowia i zagrożenie życia jeszcze tego samego dnia dzieci zostały przewiezione do Kliniki Intensywnej Terapii i Patologii Noworodka w Katowicach. Tam stwierdzono zakażenie wewnątrzmaciczne, a u jednego z bliźniąt zakażenie układu moczowego.

Czy ktoś Cię poinformował o stanie dzieci?

Tak, w szpitalu, w którym urodziły się dzieci, informowano mnie na bieżąco o stanie zdrowia dzieci oraz o ewentualnych zagrożeniach. W Klinice mogliśmy porozmawiać z lekarzem prowadzącym lub ordynatorem. Otrzymaliśmy też numer telefonu, na który mogliśmy dzwonić i uzyskać jakąś informację o stanie dzieci, ale te informacje były tylko ogólne, typu: "stan dzieci jest stabilny, nie ma pogorszenia", o szczegółach leczenia, dowiadywaliśmy się osobiście.

Czyli dzieci zostały przewiezione do innego szpitala. Czy mogłaś zostać w szpitalu razem z nimi?

Nie było to możliwe, ponieważ dzieci zostały przewiezione na oddział OIOM, gdzie miały opiekę 24 h/dobę. Następnie umieszczono je na oddziale patologii noworodka, gdzie również nie było to niemożliwe. Czas odwiedzin przy dzieciach był tam ograniczony, aby zbyt dużo osób nie przebywało na sali. Zasady zmieniły się, kiedy dzieci trafiły na kolejny oddział, w którym leżały już bez inkubatorów. Tam można już było się nimi zajmować bez ograniczeń czasowych. Osoby, które chciały zostać cały dzień przy dzieciach, mogły skorzystać z hotelu dla rodziców, oczywiście za opłatą, ja jednak postanowiłam dojeżdżać. Prawie codziennie, przejeżdżaliśmy trasę do szpitala ok. 70 km. i za każdym razem, kiedy znowu jechaliśmy do naszych dzieci, kilometry te wydawały się coraz krótsze...

Jak długo chłopcy przebywali w inkubatorach?

Pierwszy bliźniak leżał około trzy tygodnie, a drugi cztery.

Czym dzieci były karmione w szpitalu?

Dzieci od początku były karmione sztucznie. Ze względu na brak odruchu ssania, najpierw karmione były pozajelitowo, mieszanką dla dzieci z niską masą urodzeniową (Nenatal), a jeśli udało mi się dowieźć lub ściągnąć swój pokarm na miejscu, to i taki otrzymały. Jednak mimo stworzenia przez szpital odpowiednich warunków/ sprzętu jaki był na miejscu (elektryczny laktator), nie zawsze udawało mi się ściągnąć lub dowieźć pokarm na czas, spowodowane było to stresem, jaki mi towarzyszył, nie byłam w stanie ściągnąć pokarmu w odpowiedniej ilości i tak często, jak bym tego chciała.

Czy informowano Cię o lekach, które dostają dzieci, o badaniach, jakie wykonano?

Tak, przy każdej konsultacji z lekarzem prowadzącym lub ordynatorem.

Czy podczas pobytu na oddziale mogłaś sama wykonywać różne czynności pielęgnacyjne przy dziecku, karmić je?

Przewijałam maluszki, kiedy jeszcze leżały w inkubatorach. Potem, kiedy były już w stanie same oddychać i jeść pokarm z butelki, mogliśmy je też karmić.

A karmiłaś synków piersią?

Tylko Piotrusia. A ponieważ miał ustalone stałe pory karmienia, nie podawałam piersi na żądanie.
Krzyś z racji, że urodził się z rozszczepem podniebienia, miał duże problemy z nabyciem umiejętności samego ssania, dlatego nawet nie próbowałam go przystawiać do piersi - najważniejsze, aby w ogóle nauczył się ssać. W szpitalu jednak nie udało się karmienie piersią i nikt też mi nie pomógł, ani też specjalnie do tego nie zachęcał. Pomyślałam, że ponownie spróbuję, kiedy dzieci będą już w domu.
Piotruś został wypisany pierwszy. Położna środowiskowa pokazała mi, jak go karmić i przez jakiś czas się to udawało, jednak w końcu zwyciężyła butelka.

Czy Piotruś i Krzyś byli pod opieką specjalistów?

Po wypisaniu dzieci ze szpitala mieliśmy zalecone kontrole w różnych poradniach, min: okulistycznej, kardiologicznej, neurologicznej oraz rehabilitacyjnej. Dodatkowo Krzyś dostał skierowanie do poradni ortodontycznej.

A uczęszczaliście do poradni dla wcześniaków?

Uczęszczaliśmy do naszej poradni rejonowej dla dzieci/noworodków, która nie jest jakąś wyodrębnioną poradnią dla wcześniaków.

Czy maluchy były rehabilitowane?

Tak, rehabilitacja neurorozwojowa trwała rok, metodą Vojty i Bobath.

Czy po przybyciu maleństw do domu pozwalałaś na odwiedziny gości?

Nie zabranialiśmy odwiedzin, szczególnie najbliższej rodzinie. Dziadkowie i rodzeństwo odwiedzili nas jako pierwsi już w pierwszym tygodniu od przyjazdu dzieci do domu. Natomiast znajomi, byli na tyle tolerancyjni, że przyszli zobaczyć nasze pociechy dopiero po 3-4 miesiącach od ich narodzin.

A kiedy wyszliście na pierwszy spacer?

Ponieważ dzieci urodziły się w marcu, a w domu powitaliśmy ich dopiero w kwietniu, nasz pierwszy spacer odbył się na początku maja, było już wtedy dość ciepło. Nasze kolejne spacery były już dość częste. Starałam się przynajmniej raz dziennie wyjść z dziećmi. Czasami zamiast spacerków stosowaliśmy tzw. werandowanie.

Takie maleństwa zwykle "toną" w ubrankach rozmiaru 56 - przynajmniej moi chłopcy wyglądali w nich okropnie... Kupowałaś swoim synkom ubranka w rozmiarze mniejszym niż 56?

Nie Nawet się tym nie interesowałam, kilka razy przez przypadek natrafiłam na takie ubranka, w Realu oraz w jakimś sklepie internetowym.

Nie obawiałaś się zajmować takimi maleńkimi dziećmi?

Miałam obawy tylko na początku, kiedy dzieci były jeszcze w inkubatorach, jednak lęk szybko minął. Fakt, że te pierwsze kontakty z dzieckiem i jego pielęgnacja szły mi trochę opornie. Powoli jednak nabrałam wprawy.

Ja najbardziej bałam się kąpać, chociaż moi chłopcy byli dużo więksi od Twoich. Dlatego zostawiłam tę działkę mężowi - jemu szło to jakoś sprawniej, zawsze zachowywał spokój, który udzielał się dzieciom. A kto u Was kąpał maluszki?

Kąpiele przeważnie były tak zsynchronizowane, (pomagał mi w tym mąż), że ja kąpałam jedno dziecko a mąż w tym czasie przygotowywał drugie do kąpieli, potem, kiedy ja zajmowałam się pielęgnacją po kąpieli i ubieraniem, mąż kąpał w tym czasie drugiego malucha.

Co doradzałabyś innym mamom wcześniaków?

Trudno jest doradzać i powiedzieć, żeby się nie przejmowały, bo wszystko się dobrze skończy. Trzeba przez to wszystko przejść. Mieć w sobie dużo optymizmu. Najważniejsze żeby dzieci trafiły pod fachową opiekę medyczną.

Dziękuję za rozmowę.

Na zdjęciach są Piotruś i Krzyś, synkowie Jagody.

Copyright © 2003-2019 blizniaki.net.

Użytkownicy portalu nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia właściciela strony.
Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody właściciela strony.